— Trochę podobną do Łucji u pani Sherwood58: musi mieć niebieskie oczy, loki i długi, prosty nos. Pewnie w ten sposób trzyma złożone ręce, nosi garnirowane59 szlafroczki i leży cicho na sofie, nigdy się nie uśmiecha, ale ma cierpliwą minę. Cały czas, który tu zabawi, będziemy musiały zdejmować buciki w przedsionku i wchodzić na górę w pończochach, żeby nie robić hałasu.

— Jakież to będzie zabawne! — zachichotała Józia, a jej poważna twarzyczka rozjaśniła się nadzieją, że będą przerwy w hymnach.

Czas zdawał się bardzo wolno płynąć owego popołudnia, gdy oczekiwano kuzynki Heleny. Ciotka Iza z wielkim ożywieniem przestrzegała ciągle dzieci, jak się mają zachować, co robić, czego nie robić. Henryś oznajmił, że wolałby, żeby kuzynka Helena została w domu, a Józia i Elżbietka, myśląc to samo, z radością usłyszały, że jest w drodze do wód i zabawi tylko cztery dni.

Gdy wybiła piąta, wszyscy usiedli przed domem, oczekując powozu, który nareszcie zajechał. Pan Carr siedzący na koźle dał znak dzieciom, żeby się cofnęły. Potem pomógł wysiąść miłej, młodej kobiecie, o której ciotka Iza powiedziała, że jest opiekunką chorej Helenki, następnie tę ostatnią wziął bardzo ostrożnie na ręce i wyniósł z powozu.

— Oto kurczątka! — odezwał się taki miły i wesoły głos. — Posadź mnie wuju, bo bardzo bym je chciała zobaczyć!

Pan Carr posadził Helenkę w przedsionku na sofie, opiekunka przyniosła poduszkę i gdy ją ułożono wygodnie, zawołał dzieci.

— Kuzynka Helena chce was zobaczyć.

— O tak! — odezwał się czysty głosik. — Więc to jest Kasia? Jakaż to wysoka dziewczynka! A to Józia — rzekła, całując ją — to droga Elżbietka. Macie tak naturalne minki, że mi się zdaje, że was już widziałam! — Ściskała wszystkich nie przez grzeczność dla krewnych, ale jak gdyby ich kochała i tęskniła za nimi całe życie.

Kuzynka Helena miała coś takiego w twarzy i w obejściu, że dzieci od razu zachowywały się przy niej swobodnie, i Filipek, który na parę minut cofał się w kąt, trzymając rączki za sobą, podskoczył po swoją porcję pocałunków.

Jednakże Kasia doznała zawodu w pierwszej chwili, bo kuzynka Helena wcale nie była podobna do Łucji z powieści pani Sherwood. Nos miała cokolwiek zadarty, włosy ciemne, niekręcące się, cerę brązowawą, oczy błyszczące, ożywione, gdy śmiała się lub mówiła. Twarz miała szczupłą i z tego tylko można było dostrzec chorobę. Nie składała sztywno rąk i nie miała cierpkiej minki, tylko wesołą i zadowoloną. Zamiast garnirowanego szlafroczka miała podróżną sukienkę z ładnej, szarej materii z różowymi kokardkami, bransoletki i okrągły kapelusz z szarym piórem. Wszystkie marzenia Kasi o „świątobliwej kalece” uleciały na skrzydłach, ale im dłużej przyglądała się kuzynce Helenie, tym bardziej ją lubiła i przekonywała się, że jest daleko milsza od owej urojonej osoby, którą stworzyły z Józią.