— Owszem — odparła gniewnie Elżbietka. — Powiedziała, że tak samo można mi się zwierzyć jak dorosłej osobie i nazwała mnie swoją pieszczotką, tak, moja Kasiu!
— Przestańcie się sprzeczać — rzekła ciotka Iza. — Kasiu, w twojej górnej szufladzie jest okropny nieporządek: nigdy w życiu nie widziałam takiego nieładu. Idź zaraz na górę i ułóż wszystko, zanim się weźmiesz do innej roboty. Dzieci, nie siedźcie dziś na słońcu, bo jest gorąco, poszukajcie sobie cienia. Elżbietko idź do kuchni i powiedz Dorocie, że mam do niej interes.
— Dobrze — odrzekła Elżbietka z powagą — a potem wrócę pisać list do kuzynki Heleny.
Kasia poszła powoli na górę, wlokąc się noga za nogą. Był to upalny, nużący dzień, głowa ją trochę bolała, oczy paliły i opadały ciężko od płaczu, wszystko wydawało się nudne i przykre. Mówiła sobie, że ciotka Iza jest bardzo niedobra, kiedy ją zniewala do pracy podczas wakacji i nareszcie niechętnie i mrukliwie otworzyła szufladę.
Trzeba przyznać, iż ciotka Iza miała rację: żadna w świecie szuflada nie mogła się gorzej przedstawiać. Wszystko tam było: bibuła, lak do pieczętowania i proch do strzelania. Zdawałoby się, że ktoś poprzewracał te rzeczy wielkim kijem. Były książki, pudełka z farbami, kawałki zagryzmolonego papieru, ołówki i szczotki. Niezwinięte pończochy leżały między chustkami do nosa, wstążkami i kołnierzykami. Najcięższe przedmioty przygniatały pomiętoszone mankietki, puste pudełka od papieru leżały na samym wierzchu, a skarby, które się w nich kiedyś mieściły, spoczywały rozrzucone na dnie szuflady i nikły w ogólnej masie.
Trzeba było wiele czasu i cierpliwości, żeby doprowadzić ten chaos do porządku, ale Kasia wiedziała, że ciotka Iza przyjdzie lada chwila na górę, nie śmiała więc przerwać zajęcia, póki go nie skończy. Gdy dokonała dzieła, była bardzo zmęczona. Schodząc na dół, spotkała Elżbietkę trzymającą w ręku z tabliczkę, którą zaraz schowała za siebie.
— Nie zaglądaj — rzekła — bo to mój list do kuzynki Heleny. Tylko ja jedna znam ten sekret. Wszystko tu jest napisane i poślę zaraz na pocztę. Patrz, nawet pieczątki nie brakuje — i wskazała róg tabliczki, gdyż istotnie była pieczęć na ramie.
— Ty mała gąsko! — rzekła Kasia niecierpliwie — nie możesz posłać tego na pocztę. Dajże mi tabliczkę, przepiszę na papierze, a papa ci da kopertę.
— Nie, nie! — krzyczała Elżbietka, wyrywając się. — Nie ruszaj, zobaczyłabyś, co napisałam, a kuzynka Helena mówiła, żeby tego nie powtarzać nikomu. To tajemnica. Puść tabliczkę, mówię ci! Jak powiem kuzynce Helenie, jaka z ciebie niegrzeczna dziewczynka, to cię nie będzie kochała ani trochę.
— Weź, weź sobie tę starą tablicę — rzekła Kasia, popychając ją gniewnie. Elżbietka poślizgnęła się, krzyknęła, chciała uchwycić za poręcz od schodów, ale nie mogła, i staczając się coraz niżej, niżej, padła z łoskotem na podłogę w sieni.