Chociaż nie było to wysoko, bo tylko dwanaście stopni, jednak uderzyła się mocno i krzyczała, jak gdyby ją obdzierano ze skóry. Ciotka Iza i Marianna przybiegły natychmiast.
— Kasia... mnie... popchnęła... — wołała, szlochając Elżbietka. — Żądała, żeby jej powiedzieć sekret, a ja nie chciałam. To niedobra, niegrzeczna dziewczyna!
— Spodziewam się, panno Katarzyno, że ci wstyd, iż wywarłaś swój zły humor na biednej siostrzyczce — powiedziała ciotka Iza. — Sądzę, że kuzynka Helena dowie się o tym z wielkim zdziwieniem. Elżbietko, nie płaczże, moja droga. Chodź ze mną na górę, przyłożę ci trochę kopalniku, a Kasia już cię więcej nie popchnie.
Poszły na górę, a Kasia, zostawszy sama, bardzo była zgnębiona. Wszystko się w niej pomieszało: skrucha, złość, niezadowolenie i rozdrażnienie. W głębi serca czuła, że nie chciała zrobić krzywdy Elżbietce i strasznie się wstydziła tego postępku, ale gdy ciotka zagroziła, że doniesie o tym kuzynce Helenie, tak się rozgniewała, że nie przyznałaby się do prawdy ani sobie, ani innym.
— Mniejsza o to — mruczała, powstrzymując łzy — Elżbietka jest po prostu mazgajem, a ciotka Iza staje zawsze po jej stronie. Cała rzecz poszła o to, że powiedziałam tej głupiutkiej, żeby nie posyłała na pocztę ciężkiej tablicy.
Wyszła potem bocznymi drzwiami na podwórze i gdy przechodziła koło drwalni, nowa huśtawka wpadła jej w oko.
„Jakie to typowe dla ciotki Izy — pomyślała — zakazuje huśtać się, póki sama nie da pozwolenia; pewno wydaje się jej, że jest za gorąco albo coś podobnego. W każdym razie, nie będę na to zwracała uwagi”.
Huśtawka była doskonała, z szerokim, wygodnym siedzeniem, zawieszona na grubych, nowych powrozach. Krzesełko umieszczono w najlepszym oddaleniu od ziemi, Aleksander miał wyborną rękę do bujania, a drwalnia przedstawiała najpyszniejsze w świecie miejsce do tej zabawy.
Było tam obszernie, wysoko i nawet drewno nie zawadzało, gdyż było starannie ułożone wzdłuż szopy, by nie przeszkadzać. Ciemno było i chłodno, gdyż ruch huśtawki powodował silny wiatr i poruszał włosy Kasi jakby wielki wachlarz. To wszystko czyniło ją coraz bardziej marzącą i uspokojoną: różne senne myśli snuły jej się po głowie. Bujając się w tę i w ową stronę jak wahadło wielkiego zegara, wznosiła się coraz wyżej ruchem własnej osoby i z lekka dotykała ziemi za każdym mignięciem. To się znajdowała na wierzchołku wysoko sklepionych drzwi, to prawie dotykała poprzecznej belki i przez kwadratowe okienko mogła widzieć gołębie trzepoczące na dachu od stodoły i białe chmury na błękitnym niebie. Nigdy jeszcze nie huśtała się tak wysoko, zdawało jej się, że fruwa, przechylała się i przeginała mocno na krzesełku, żeby się wznosić coraz wyżej i dotykać dachu nogami.
Nagle, gdy się znajdowała najwyżej, dał się słyszeć silny trzask, huśtawka odczepiła się i zawirowała, rzucając ją w powietrze. Kasia schwyciła za sznur, ale poczuła, że się jej wymyka z ręki. Była coraz niżej, niżej — wreszcie upadła. Wszystko wokół niej pociemniało, potem już o niczym nie wiedziała.