Gdy otworzyła oczy, leżała na sofie w jadalnym pokoju. Józia klęczała przy niej z bladą, zmieszaną twarzą, a ciotka Iza przykładała jej coś zimnego i wilgotnego do czoła.

— Co się stało? — zapytała Kasia słabym głosem.

— Ona żyje, żyje! — wykrzyknęła poczciwa Józia, objąwszy ją za szyję.

— Uspokój się, moja droga! — rzekła ciotka Iza niezwykle łagodnym głosem.— W okropny sposób upadłaś Kasiu, czy nie pamiętasz?

— Upadłam? Ach prawda! Spadłam z huśtawki — rzekła i powoli odgrzebała w pamięci wszystko. — Czy się sznur zerwał, ciotko Izo? Nie mogę sobie przypomnieć.

— Nie, tylko się hak przerwał, był już nadpęknięty i niepewny. Czy nie pamiętałaś, że zakazałam się dziś huśtać? Czy zapomniałaś?

— Nie ciotko Izo, nie zapomniałam. Ja.... — ale tu umilkła, przymknęła oczy i wielkie łzy spłynęły jej spod powiek.

— Nie płacz! — szeptała Józia sama zalana łzami. — Proszę cię, przestań! Ciotka Iza nie będzie cię łajać.

Ale Kasia była zbyt osłabiona i wstrząśnięta, żeby się powstrzymać.

— Pójdę lepiej na górę i położę się do łóżka — rzekła, lecz gdy spróbowała wstać z sofy, wszystko się wokół niej zakręciło i padła znowu na poduszkę.