— Wczoraj minęło cztery tygodnie — odrzekł ojciec.
— Cztery tygodnie! Nie wiedziałam, że to już tak dawno! Czy bardzo byłam chora, papo?
— Bardzo, moja droga! Ale już jesteś o wiele zdrowsza.
— Co sobie uszkodziłam, spadając z huśtawki? — zapytała, będąc w niezwykle rozbudzonym usposobieniu.
— Nie sądzę, żebym mógł ci to wytłumaczyć, moja droga.
— Spróbuj, papo.
— Dobrze. Czy wiesz, że masz długą kość w krzyżu zwaną kręgosłupem?
— Myślałam, że to kalectwo, bo Józia mówiła, że kuzynka Helena ma kręgosłup.
— Nie, kręgosłup jest kością złożoną z szeregu mniejszych kości albo węzłów, a w środku jest lina nerwowa nazwana mleczem pacierzowym. Nerwy, jak ci wiadomo, są to rzeczy, którymi czujemy. Otóż ten mlecz pacierzowy jest obwinięty dla zabezpieczenia delikatną oponą. Gdy spadłaś z huśtawki, uderzyłaś się w jeden z tych węzłów i zgniotłaś wewnętrzną oponę, wówczas nerwy zaogniły się i sprawiły dreszcze w krzyżu. Czy pojmujesz?
— Trochę — rzekła Kasia, niezupełnie rozumiejąc, ale zbyt zmęczona była, żeby się dłużej dopytywać. Odpocząwszy chwilę, odezwała się znowu: — Czy gorączka minęła, papo? Czy mogę już wstać i zejść na dół?