— Boję się, że nie mogłabyś jeszcze — odrzekł doktor Carr, udając wesoły ton.

Kasia już więcej nie pytała: minął jeden tydzień, potem drugi, ból prawie ustał, wracając tylko niekiedy na kilka minut. Mogła już spać, jeść i podnosić się na łóżku bez zawrotu głowy, ale te ruchliwe dawniej członki opadały ciężkie i martwe, nie mogła chodzić ani nawet stanąć o własnych siłach.

— Jakie moje nogi są dziwne, zdają się być zamienione w czarny marmur jak u tego księcia z arabskich powieści. Papo, co może być przyczyną tego? Czy już nigdy nie będą normalnie czuły? — zapytała pewnego ranka.

— Nieprędko! — odpowiedział doktor Carr, a potem pomyślał: „Biedne dziecko! Niech się lepiej dowie prawdy”, dodał więc głośno: — Boję się, moja droga, że wypadnie ci długo leżeć.

— Jak długo? Więcej jak miesiąc?? — spytała z przestrachem.

— Nie mogę dokładnie tego powiedzieć — odparł ojciec. — Doktorzy myślą, podobnie jak ja, że to uszkodzenie kości pacierzowej stopniowo da się wyleczyć, dlatego że jesteś taka młoda i silna. Ale to może potrwać długo, może będziesz musiała leżeć całe miesiące albo i dłużej. Jedynym lekarstwem na takie stłuczenie jest czas i cierpliwość. Przykro mi, moja droga — tu Kasia zaczęła gwałtownie łkać — ale ciebie może podtrzymywać nadzieja. Pomyśl o biednej kuzynce Helenie, która żyje od tylu lat bez nadziei.

— Ach, papo — jąkała Kasia wśród łkań. — Czy to nie straszne, żeby tyle złego narobiło huśtanie się przez kilka minut? Taka mała rzecz!

— Prawda, taka mała rzecz! — powtórzył doktor Carr ze smutkiem. — To także była mała rzecz, że zapomniałaś o zakazie ciotki Izy, żeby się nie huśtać. Przepadł gwóźdź od końskiej podkowy w posłuszeństwie Kasi.

Po wielu latach Kasia opowiadała komuś, że najdłuższe sześć tygodni w jej życiu to były te, które nastąpiły po owej rozmowie z ojcem. Odkąd się dowiedziała, że nie ma dla niej nadziei na szybkie wyzdrowienie, dni wlokły się strasznie, każdy zdawał się nudniejszy i przykrzejszy od poprzedniego. Zniechęciła się do siebie i nic ją nie zajmowało. Ciotka Iza przynosiła jej książki, ale nie chciała czytać ani szyć. Nic jej nie bawiło. Józia i Cesia przychodziły siedzieć z nią, lecz gdy opowiadały, jak się bawią i co robią, tak smutno płakała, że ciotka Iza nie pozwalała im przychodzić często. Bardzo było im żal Kasi, ale jej pokój był taki ponury, a ona taka kwaśna, że nie bardzo przeszkadzał im ten zakaz. Bywały dnie, że Kasia prosiła ciotkę Izę, żeby pospuszczała szczelnie rolety, i leżała po ciemku, myśląc o tym, jak jest nieszczęśliwa i jak smutne będzie jej życie. Wszyscy okazywali jej dobroć i cierpliwość, ale była zbyt samolubnie strapiona66, żeby zwracać na to uwagę. Ciotka Iza biegała ciągle z dołu na górę i była na nogach przez cały dzień, starając się sprawić czymś Kasi przyjemność, która odpowiadała jej tylko „Dziękuję”, a nigdy nie spostrzegła, że ciotka Iza wydaje się zmęczona.

Dopóki leżała w łóżku, nie zdołała być wdzięczna za to wszystko, co dla niej czyniono.