Ale te smutne dni były niczym w porównaniu z nocami, gdy po uśnięciu ciotki Izy, Kasia leżała rozbudzona i miewała długie, rozpaczliwe napady płaczu. Przez cały ten czas zwykła myśleć, że miała spełniać takie piękne rzeczy, gdy dorośnie. „A teraz już nic nie dokonam — mówiła sobie. — Ciągle będę leżeć. Papa powiada, że może stopniowo wyzdrowieję, ale ja wiem, wiem, że to nigdy nie nastąpi. Nawet gdybym wyzdrowiała, to zmarnuję te wszystkie lata: inne dzieci mnie przerosną i wyprzedzą, a ja nie będę mogła być pomocą dla nich ani dla nikogo. O Boże, o Boże mój! Jakież to straszne!”

Smutny ten stan został przerwany listem od kuzynki Heleny, który doktor Carr przywiózł pewnego ranka i oddał ciotce Izie.

— Helenka donosi, że powraca do domu w tym tygodniu — odezwała się ciotka Iza przy oknie, gdzie poszła przeczytać list. — Przykro mi, ale uważam, że słusznie robi, nie wstępując tutaj. Dobrze powiada, że jednej chorej dosyć w domu na jeden raz. Niemało mam roboty z Kasią.

— Ach ciotko Izo! — wykrzyknęła Kasia — kuzynka Helena będzie tędy przejeżdżała, wracając do domu? O, zatrzymaj ją! Poproś choćby na jeden dzień! Ja tak bardzo pragnę ją widzieć, nie umiem wypowiedzieć jak bardzo! Czy nie zechcesz? Proszę cię, proszę, drogi papo!

Prawie płakała z gwałtownego uniesienia.

— Dobrze, moja droga, kiedy tak bardzo tego pragniesz — rzekł doktor Carr. — Będzie to kosztowało ciotkę Izę trochę kłopotu, ale tak jest dobra, iż pewien jestem, że ci sprawi tę przyjemność. Czy zechcesz, Izo? — i spojrzał pytająco na siostrę.

— Ma się rozumieć, że zechcę — odrzekła serdecznie panna Iza. Kasia była tak uradowana, że pierwszy raz w życiu z własnego popędu objęła ją za szyję i ucałowała, mówiąc:

— Dziękuję ci, droga ciociu!

Ciotka Iza wydawała się w najwyższym stopniu ucieszona — kryła ona gorące serce pod niecierpliwym obejściem, tylko Kasia nie dostrzegła tego, dopóki była zdrowa.

Przez następny tydzień Kasia była rozgorączkowana oczekiwaniem, nareszcie przybyła kuzynka Helena. Tym razem Kasia nie przyjęła jej na progu, ale po krótkiej chwili ojciec przyniósł Helenkę na ręku i posadził w wielkim fotelu obok łóżka.