— Nie chcieli, żebym to kupił, ale kupiłem, bo mi się zdawało, że cię zabawi! Czy cię to nie bawi, Kasiu? — zapytał.

— O, i bardzo! — rzekła, śmiejąc się i mrugając oczami, gdyż Henryś ciągle przed nią obracał pająka.

— Możesz się nim bawić, jak nas tu nie ma i jak jesteś sama jedna — odezwał się Henryś wysoce zadowolony.

— Ale nie zauważyłaś, na czym stoi drzewko — odezwała się Józia.

Był to fotel bardzo duży i niezwykły, z długim wyściełanym grzbietem, kończący się stołeczkiem pod nogi.

— To podarek od papy — rzekła Józia. — Patrz, przegina się w tył, żeby tworzyć łóżko, i papa powiada, że niedługo będziesz mogła na nim leżeć przy oknie, skąd będziesz widziała, jak się bawimy.

— Doprawdy? — spytała Kasia z niedowierzaniem.

Każde wzruszenie i każdy ruch wiele jeszcze ją kosztowały.

— Przypatrz się, co ci przywiązano do poręczy fotela — rzekła Elżbietka.

Był to srebrny dzwonek z imieniem „Kasia” na rękojeści.