— Kuzynka Helena przysłała to, żebyś dzwoniła, jeśli kogoś potrzebujesz — objaśniła Elżbietka.
Było tam jeszcze więcej niespodzianek: do drugiej poręczy przywiązano piękną książkę pod tytułem: Szeroki świat — z napisem: „dla Kasi od kochającej ją Cesi”. Na fotelu leżała wielka paka suszonych gruszek od pani Hall, a dzieci wiedziały, że te od niej są najdoskonalsze w świecie.
— Jakże wszyscy są dobrzy! — rzekła Kasia ze łzami wdzięczności.
Było to przyjemne Boże Narodzenie, dzieci mówiły, że takiego jeszcze nigdy w życiu nie miały, a Kasia, chociaż nie mogła tego potwierdzić, cieszyła się także i była ożywiona.
Wiele tygodni upłynęło, zanim zdołała usiąść w tym fotelu, ale gdy się przyzwyczaiła, okazał się bardzo wygodny. Ciotka Iza, chcąc ją ubierać rano, przechylała go tak, żeby był na równi z łóżkiem, potem bardzo ostrożnie i powoli przesuwała Kasię na niego. Przewożenie przez pokój zawsze było bolesne, ale jaką rozkosz sprawiało patrzenie przez okno na dzieci bawiące się w śniegu, na przechodzących ludzi, na obłoki snujące się na niebie! Ile w tym było rozkoszy, wiedzą tylko ci, co jak Kasia leżeli sześć miesięcy w łóżku, nie wyjrzawszy ani razu na świat. Z każdym dniem stawała się weselsza i pogodniejsza.
— Jaki miły był święty Mikołaj tego roku! — odezwała się jednego dnia, rozmawiając z Cesią. — Chciałabym, żeby nas jeszcze nawiedziła jakaś święta osoba, ale nie znam żadnej prócz kuzynki Heleny, która nie może przybyć.
— Nadchodzi święty Walenty — napomknęła Cesia.
— Prawda! Co za świetna myśl — zawołała Kasia, klaszcząc w ręce. — Ach, Cesiu, zróbmy coś zabawnego na ten dzień: taka dobra myśl przyszła mi teraz do głowy!
Dziewczęta przysunęły się do siebie główkami i nastąpiła długa, tajemnicza narada. Jaki był jej skutek, dowiemy się później.
Walentynki przypadały w następny piątek. Gdy dzieci wróciły ze szkoły w czwartek po południu, ciotka Iza przywitała je poleceniem, żeby poszły na górę ogarnąć się trochę, gdyż Cesia przyjdzie na herbatę.