Piją wódkę. Przechwalają się. Wywlekają wspomnienia urojonej wspaniałej przeszłości.

Każda twarz jest godna strofy Rimbauda89. Oto knajpa zamienia się w statek pijany. Odpływa w nieznaną dal.

Mały chłopczyk nakryty kopcem łachmanów tuli się do staruszka, który pije „setkę” i śliskim wzrokiem spogląda na malca.

— Tatusiu! Chcę już iść spać!

— Siedź, cholero! Syneczku kochany... Siedź, bo ci mordę skuję!

I oto starzec czule gładzi synka po głowie. Odkłada pustą butelkę i wyjmuje następną z kieszeni. Pije z gulgotaniem grdyki.

— Tata! Spać!

— Waruj! Jeszcze masz czas, kochany syneczku. Dopiero świt. Pomęcz się troszeczkę.

Malec zasypia wreszcie, przytulając wklęsłe, zielone policzki do zaśmieconego stołu. Staruszek budzi go natychmiast.

— Nie śpij, kochany syneczku. Tylko nie śpij!