— Prawo ma, ale mi się nie podoba. Arogant jakiś!

— Przecież on nic wujowi nie zawinił.

— Sama twarz mi się nie podoba. To wystarcza.

Wuj zaczął przyglądać się wyzywająco elegancko ubranemu sąsiadowi, który poruszył się niespokojnie i zaczął ku nam nerwowo zerkać.

— A ja tak i trzasnę go po pysku.

— Przecież wuj nie ma żadnego powodu?

— Jakżeż? Nie policzkuje się ludzi bez powodu. Powód zawsze musi być.

— Ciekawym, co wuj wynajdzie przeciwko niemu.

— Zobaczysz.

Wuj z Wileńskiego zamyślił się głęboko. Zjedliśmy kilka dań w zupełnym milczeniu i byłem już pewien, że awantura z sąsiadem została zażegnana, gdy po pół godzinie ni stąd, ni zowąd mój agresywny towarzysz złożył serwetę na stole, odsunął krzesło, wstał ociężale i podchodząc do nieznajomego, spytał głośno, tak że cała sala restauracyjna mogła usłyszeć pytanie: