— A widzisz. Powód zawsze musi być. Tak i znalazłem...

— A co by było, gdyby ów nieszczęśnik powiedział, że nigdy nie był w Gródku Jagiellońskim?

— No, wtedy tym bardziej by dostał!

Emeryt Maliniak

Emeryt Maliniak od ósmej do trzeciej biuro mieć musiał. W domu je sobie założył. Nie żeby jakieś interesy na własną rękę prowadził. Przeciwnie. Przez całe życie był siłą pomocniczą.

Teraz urządził sobie raczej fikcyjną zabawę. Lecz jakże dotkliwą!

W pokoju dwa biurka ustawił. Jedno naprzeciw drugiego. Jedno było jego własnym biurkiem, a drugie biurkiem naczelnika, którego pan Maliniak sam zastępował.

Codziennie punktualnie o ósmej rano przychodził, a raczej przechodził z łóżka do biura i rozpoczynał wzorowe urzędowanie.

W pewnej chwili wstawał, kłaniał się i opowiadał: — Panie naczelniku, chciałbym zreferować podanie służącej Genowefy Nagniotek.

Teraz przychodził do drugiego biurka, wkładał okulary i zmieniając ton, mówił z wyższością w głosie: