Służąca wychodzi do kuchni i po piętnastu minutach wraca z zapisaną kartką papieru. Dzwonek nie przestaje dzwonić. Emeryt triumfuje. Czyta. Rozkoszuje się. Wreszcie zwraca się do swej służącej:

— Niech petentka załączy znaczek, a jej podanie będzie prawdopodobnie załatwione pomyślnie. Znaczek może być stary, pocztowy. Tak jak zwykle.

Teraz czyjeś pięści i obcasy łomoczą, walą do drzwi.

— Panie naczelniku, przybyła tu przed chwilą moja służąca, Genowefa Nagniotek, i złożyła podanie odnośnie otworzenia drzwi, do których nadzwyczaj energicznie dobija się moja córeczka. Podanie jest zgodne z odnośnymi przepisami, posiada odnośną ilość znaczków stemplowych... Moim zdaniem, należy je załatwić przychylnie.

Emeryt siada najspokojniej przy biurku naczelnika i włożywszy okulary, odpowiada:

— Kochany panie Maliniak, proszę kazać mi najpierw podać szklankę herbaty. Podanie rozpatrzę jutro w godzinach popołudniowych.

Służąca zaczyna płakać. Drzwi się trzęsą od dobijania.

— Panie naczelniku — zawodzi służąca — panie naczelniku, niechże pan się zlituje...

— W takim razie niech mi pan jeszcze raz zreferuje tę sprawę.

Maliniak składa okulary, wstaje, obraca się w kierunku pustego biurka i krzyczy nie bez zdenerwowania: