— Nie... Skąd??? Przecież instrukcji jeszcze nie przywieźli!

Na Madagaskarze100

Zaraz z portu skręciłem w boczną ulicę i niebawem znalazłem się poza ostatnimi zabudowaniami osady. Teraz szedłem przez las dziewiczy pełen tropikalnych zasadzek i śpiewu egzotycznych ptaków. Nagle na wielkim głazie leżącym od wieków pod sędziwym baobabem ujrzałem dwóch tubylców, czarnych, opalonych na brąz.

W rękach trzymali łuki, u boków mieli przypasane kołczany. Jedynie białe ubrania i korkowe hełmy świadczyły o pewnej kulturze dzikusów. Jednak, może pod wpływem nastroju, jaki wionął od dzikiego otoczenia, zamarłem ze strachu i byłem świadkiem dość dziwnej rozmowy.

— Więc i pan tutaj? — pytał młodszy, chudy dżentelmen o wybitnie haczykowatym nosie.

— Przyjechało się, mam jechać na starość, wolę od razu — odparł gruby pan, coś przejściowego pomiędzy tapirem101 a hipopotamem.

— Nie przeszkadzam panu, że usiadłem na tej samej ławce?

— Proszę bardzo. A pamięta pan, jak siadywaliśmy koło siebie, tam...

— Kto by zapomniał. Taka żółta ławka. Całe szczęście, że tutaj tubylcy nie każą nam siadać na osobnych ławkach.

— Pan myśli, że oni nas lubią?