Potem trzydzieści dwa.
Nie miał już pieniędzy na leczenie i opatrywanie tego miauczącego stada, przy tym gospodarz zagroził mu eksmisją, bo całe rano schody były pełne rozżalonych kotów.
Pan Stanisław dobrał sobie asystentów, bo owego dnia, kiedy zjawiły się sześćdziesiąt cztery koty, o mało nie zadusiły go, ale mieszkanie zdemolowały.
Pan Bączek uciekł z domu, wynajął mieszkanie w innej części miasta, gospodarz oskarżył go o niezapłacenie komornego, niebawem odbędzie się rozprawa sądowa.
I kiedy wstał ranek i pan Stanisław spał na nowym mieszkaniu lekkim porannym snem, pod drzwiami rozległo się przeciągłe miauczenie.
Wstał. Wyjął rewolwer. Odbezpieczył. Uchylił drzwi, już chciał strzelać do stu dwudziestu czterech kotów, które wskoczą do mieszkania, ale na schodach była tylko pustka. Jednak miauczało wyraźnie...
Zwierzęta są mądre. Szkoda, że tak rzadko bywamy zwierzętami.
W Ministerstwie Humoru. Obrazek z przeszłości
— ...Panowie, wezwałem was na konferencję... Ludzie są smutni. Ministerstwo humoru nie spełnia należycie swego zadania. Zabija nas zbytnia biurokracja... Tak, panowie. Człowiek, który przychodzi do okienka którejkolwiek z agend naszego ministerstwa, stoi przez godzinę w ogonku, składa podanie i prosi, żeby go doweselić, nie może wyjść od nas bez uśmiechu... Księga zażaleń ma już dziesięć tomów. Musicie pilnować urzędników... Szczególnie na prowincji, gdzie jest większość niewykwalifikowanych sił, karmiących petentów dowcipami na najniższym poziomie...
Minister powiódł okiem po urzędnikach, sięgnął po jakiś arkusz leżący na biurku i ciągnął dalej: