— Niedobra... — mówię.
A on:
— Moja to samo...
I jak zaczęliśmy rozpamiętywać nad naszymi żonami, to taka mnie złość wzięła, że zaraz poleciałem do domu i swoją kobietę zbiłem.
Teraz, proszę wysokiego ministerstwa, mam sprawę z nią o odszkodowanie, a sam oskarżę ministerstwo, że to z jego winy, i sąd mi odszkodowanie zasądzi”...
Minister przestał czytać i odezwał się tymi słowy:
— Mają więc panowie wystarczający dowód, ile jest niedomagań w pododdziałach. Wydział personalny bywa zawsze podstawą zdrowej postawy położenia odnośnego ministerstwa. Zawsze.
— Tak, panie ministrze — zareplikował szef wydziału personalnego — ale ja też zrobiłem wszystko, co mogłem. Sprowadziłem tego petenta do ministerstwa na nasz koszt... Ma być doweselany w centrali. Pod moim okiem...
— A co pan zrobił z urzędnikiem, który w tak karygodny sposób lekceważył swoje obowiązki i powoduje ciężkie uszkodzenia ciała w rodzinie petenta? — przerwał minister.
— Wyrzuciłem bez wymówienia... Wtedy żona się z nim rozwiodła... Wobec czego przyjąłem go na nowo.