— Nie wyszedłem, bo myślę ja sobie, a nuż tym razem to już się doweselę?

— I doweselił się pan?

— Nie doweseliłem się, bo ta pani zaraz po twarzy mi dała... A u nas w Pińsku to często w kinie można się było doweselić.

Urzędnicy spojrzeli po sobie z przerażeniem. Takiego wypadku jeszcze nie było. Smutny przedstawiał jakiś kliniczny okaz tępoty.

— Muzykę pan lubi? — rzucono mu jeszcze jedno pytanie.

— Lubię, ale poważną.

— Jaką? Nowoczesną?

— Nie, ja to najbardziej lubię harmonię... Szczególnie jeśli z papugą, a jak kto na grzebieniu gra albo gwiżdże, to ja tego nie lubię.

— Zupełny prymityw... Pan chyba nie ma radia w domu?

— Nie miałem gdzie postawić, panie ministrze.