— Dobrze im tak — ciągnął dalej, rozślimaczając się coraz słotniej — pewnie... Nieżonaci... obowiązków żadnych... i boso będą sobie biegali po tych morzach, na bosaka z siatkami za motylami, za tym wszystkim, co jest ta... kie... piękne... inne... od... mo... je... go... życia...
— Panie Klipa, panie Klipa — doktór rozpaczliwie zaczął tarmosić go za rękaw.
— Popłakał się w ministerstwie humoru! W centrali doweselań! — krzyczał minister zgorszony taką profanacją...
— Niech pani zastosuje jakąś odsmutkę! — krzyknął naczelny chirurg do pielęgniarki. — Natychmiast!
— Koci koci łapci
Jedziemy do babci...
Szyję grzecznie umyjemy
I do babci pojedziemy —
zaryczała pielęgniarka, tańcząc dookoła chorego. Było jasnym, że już zupełnie straciła głowę...
— Niech pani stosuje czwórkę męską, a nie dziecinną — ryczał lekarz, który stracił panowanie nad sobą...