Powiedział to bez przekonania i przyłączył się do towarzystwa.
Ponieważ nie było więcej kelnerów na sali, dyrektor sam zaczął im usługiwać.
— Przynieś pan butlę jakiego wina. Tylko zaraz — wołali doń kelnerzy.
Kierownik sali fruwał, aż poły fraka rozskrzydlały się z szumem.
— Niech pan siada z nami. Wszystko jedno. Jutro znowu będzie świt. My tu pijemy, a pan się męczy. Może pan coś przekąsi.
Było już późno. Knajpa dopływała na wybrzeża świtu. Goście zaczęli opuszczać stoliki i wychodzić bez płacenia. Tylko towarzystwo otaczające naszych dwóch wytwornych panów bawi się jeszcze z siłą 120 HP22. Na stole wspaniałe dania. W kubłach z lodem zmieniają się butelki szampana. Obsługują teraz nasi przyjaciele. Dyrektor i kelnerzy piją i jedzą, bawiąc się wytworną rozmową.
— Czas już do domu — odezwał się jeden z podających panów.
— Więc płaćcie nam rachunek i chodźmy stąd wreszcie — dodał drugi, bezczelnie zwracając się do dyrektora sali i kelnerów rozpartych przy ich stoliku.
W związku z tą propozycją, której nie dało się wybić z głowy naszym wytwornym przyjaciołom nawet przygodnymi parasolami, znacznie później i już na trzeźwo odbyła się rozprawa sądowa. Sąd grodzki skazał panów Zygmunta Oleszczaka i Adama Kadłubka na dwa tygodnie aresztu za niezapłacenie rachunku w barze Pod Kometą.