Pan Julian Kapelek, karzełek, lat 56, jest człowiekiem wytwornym. Stroi się jak dandys, ale na cały garnitur dla siebie potrzebuje metr towaru. Właśnie metr na garnitur marengo43, w którym miał zamiar oświadczyć się o rękę pewnej korpulentnej akuszerki. Jak się okazało, nie starczyło już towaru na kieszenie, a całe ubranie było tak ciasne, że pękło w jednym miejscu, kiedy pan Kapelek z bukietem róż w ręku klęknął przed obliczem swej oblubienicy.

Przykra sytuacja: trzyma facet bukiet róż i — ani rusz! To groteskowe wydarzenie zniweczyło matrymonialne marzenia sentymentalnego karzełka, bowiem korpulentna akuszerka przerwała dość brutalnie tok jego wyszlifowanych miłosnych słów.

— Oświadczać się pan Julian przychodzi, a portki na nim pękają! Pętak jeden.

Nic dziwnego, że moralnie zrujnowany parterowy adonis44 udał się na swych nisko skarosowanych45 nogach do sklepu Pikuasika i sprawdził autentyczność jego miary.

W związku z tym Pikuasik stanął wczoraj przed sądem grodzkim, który skazał go na 300 złotych grzywny.

Podczas badania personaliów głównego świadka, pana Juliana Kapelka, miało miejsce małe nieporozumienie:

— Imię i nazwisko?

— Julian Kapelka.

— Lat?

— Pięćdziesiąt sześć.