— Ba! Żeby fasowali51, to co innego. Wie pan, to by nawet ładnie wyglądało. Umundurować całe społeczeństwo. Inżynierowie w zielonych fraczkach, a doktorzy w granatowych tużurkach. Albo dlaczego inżynierowie w zielonych, a doktorzy w granatowych? Może lepiej inżynierowie w różowych, a doktorzy w złotych, albo inżynierowie w czerwono-brązowych, albo bardziej skomplikować: inżynierowie w żółto-czarno-czerwonych, a doktorzy w złoto-biało-zielonych, albo inży...
— No, zajechaliśmy. Niech pan wysiada.
— Albo można by jeszcze bardziej skomplikować barwy wolnych zawodów. W każdym razie jedno jest pewne, poeci chodziliby nago, a tajni policjanci — jak pan sądzi, co?
— Niech pan wysiada, bo będę musiał użyć przemocy.
— Ale tajni policjanci? Hę? Mnie się wydaję, że powinni nosić duże kapelusze stosowane52, niebieskie fraczki, żółte pluderki53, szpady jak wstążki, koronkowe żaboty i lisie puszyste ogony? Co?
Nagi pasażer wykazał tyle inicjatywy przy projektowaniu nowych mundurów dla społeczeństwa, że dopiero całej rezerwie policyjnej, która wybiegła z komisariatu, udało się jakoś wyłuskać go z dorożki i osadzić w komisariacie.
Jak się okazało był to bezrobotny heraldyk bez stałego zamieszkania, pan J. I. Skazano go na wolność zaraz po wytrzeźwieniu.
Vis-à-vis54
Pan Albin Buńczuk nie używał firanek.
Drobne to przewinienie, które wykracza raczej przeciwko poczuciu estetyki wnętrz, stało się przyczyną hucznego procesu. Okno pana Albina wychodzi bowiem na podwórze, a na tym samym piętrze oficyny55 z przeciwka mieszka pani Melania Chłystakowska, matka dwóch nieletnich córeczek. Córeczki pani Melanii lubią przebywać w oknie, udrapowanym różowymi firankami. Skromne są i patrzą na świat przez owe różowe firaneczki.