Gęś i wojna
Bywają niekasowe sztuki i powieści. Takie bardzo dobre, ale „niebiorące”. Tak samo zdarzają się mało interesujące rozprawy sądowe.
Na przykład: coś z drobiu. Zwykła nieinteligentna gęś, a stała się przyczyną wojny i procesu, jeżeli nie dziejowego, to w każdym razie sądowego.
Felietonista jest w kłopocie. Taka rodzima gęś może służyć jako jedno danie dla kilku osób, ale nie zaspokoisz owym ptaszęciem kilkudziesięciu czytelników.
Przy jednej z ulic, które dla mieszkańców śródmieścia nie mają nazw ni znaczenia, w osypującej się kamienicy w lewej oficynie, na czwartym piętrze trzeciej klatki schodowej są dwa mieszkania niby dwa udzielne państwa.
„Jedno państwo” nazywają się Pichcik, a „drugie państwo” — Hufniarscy.
Mała strefa neutralna, wąska sień, dzieliła oba zaprzyjaźnione rody, które dawno zawarły między sobą pakt o nieagresji pomimo zgoła odmiennych ustrojów, jakie tam panowały. Bo pani Pichcikowa rządziła domem, a pani Hufniarska nierządziła57 poza domem.
Rzec można, że Pichcikowa była bardzo dzielna, a Hufniarska bardzo podzielna.
W związku z tym w pierwszym państwie statystyka wykazywała silny przyrost ludności, a u Hufniarskiej — wzmożony ruch turystyczny.
Płodność Pichcików, którzy żyli pod hasłem „liczne dzieci to potęga”, spowodowała naprężenie stosunków pomiędzy państwami.