— Rą... tą... bą... są? Panienko? Gęsia ulica, gdzie jest? — dodał widząc, że imponuje jej minimalnie.

— Pan wariatki ze mnie nie strugaj! Lipę możesz pan z innymi robić! Karawaniarz, a Francuza udaje. Zawodu cmentarnego nie potrafi pan uszanować!

— A panienka wychowania żadnego nie posiada. Zagraniczny gość jestem i należy mi się dyplomatyczne traktowanie.

— Jakbyś pan był obcokrajowy, to byś po polsku nie gadał.

— Kiedy już piętnaście lat siedzę w tej ambasadzie, z której wychodziłem przed chwilą. Chrzciny tam byli u posła w rodzinie i na zakąskie nas pospraszali.

Po kwadransie szli już pod rękę. Panienka była wsłuchana we wspomnienia z podróży i opowieści o życiu dyplomatów i dopiero smutna rzeczywistość wyrwała ich z owych wspaniałych marzeń.

Smutna rzeczywistość, pod postacią przypadkowo spotkanej żony pana Emanuela, rzuciła się na niewinną dziewczynę z koszykiem. Dyplomata stanął w jej obronie. Wtedy nieporozumienie zlokalizowało się do małżeńskiej sprzeczki, szybko przerwanej dzięki przybyciu odsieczy w postaci pogotowia ratunkowego.

Pochwała grzeczności

Można spotkać dobrze ułożonego młodego człowieka. Owszem: w trumnie.

Bywają jednak wyjątki wśród żywych. Sam widziałem, jak pewien młody człowiek ustąpił miejsca w tramwaju jednej pani. Ta pani zemdlała zaraz ze wzruszenia. Kiedy ją ocucono, zwróciła się do młodego człowieka i rzekła: „Dziękuję”. A wtedy zemdlał ów młody człowiek.