Jednak grzeczność nie może być przesadna, jak to się działo w XVIII wieku, kiedy pewien hrabia miał się wyrazić do kochanka swojej żony:

— Drogi margrabio! Moja żona nas zdradza.

— Jak to? Pana też?! — oburzył się ów kochanek. — Niech więc moja szpada srogo pomści pańską krzywdę...

— Nie karz ślepego miecza, lecz pochwę... — rzekł pojednawczo dobry hrabia.

Wiele jednak zmieniło się od XVIII wieku. Koronki i atłasy znikły tak ze strojów, jak i ze współżycia ludzi ze sobą. Gra życia rozgrywa się zawsze o to samo, lecz „samo to” umiano przybierać ozdobnie w zwiewne koronki, w rąk uściśnienia, w atłasy, w tajemne spojrzenia, w drobne cacka, które mile komplikowały zwykłe, proste sprawy. Wino życia pito z pucharu, a teraz żłopie się je ze standaryzowanego naczynia...

Albo morderstwa! Czy nie można grzeczniej zgładzać ludzi?! Czy zaraz trzeba przywiązywać do szyn, żeby się pociąg przejechał po niewygodnym sędzim Prince’u85, jak krytyka warszawska po ostatniej sztuce pana T. P.?

Dawniej robiono inaczej. Sam czytałem w pewnym pamiętniku z końca XVIII wieku, że jeden potentat procesował się z Radziwiłłem „Panie Kochanku”86 o jakiś drobiazg i tracił na tym grube talary.

Strwożeni spadkobiercy postanowili unieszkodliwić sędziwego maniaka. W tym celu, korzystając z chwilowego niedomagania starca, sprowadzili doń zaufanego mnicha-lekarza. Ten zbadał nieboraka i jako kurację polecił absolutną dietę oraz leżenie w łóżku. Ponieważ starzec nie chciał leżeć, przywiązano go do łoża. Po szesnastu dniach zupełnej diety „drogi nasz rodzic ducha pobożnie wyzionął”...

Jeśli zestawić różne narody, grzeczność i wysoki poziom form towarzyskich osiąga swe szczyty u Anglików.

Jeden Anglik, pojmany przez ludożerców, którzy zaczęli jeść go żywcem, wyszeptał zbielałymi wargami: — Smacznego, panowie!