— Żydowski bank? Skąd dla Żydów bank?

Szmaja przez chwilę zastanawiał się: „Skoro faktycznie jesteś żydożercą, to ci pokażę, jak wygląda bank żydowski”. I zasuwa mu gadkę pełną przesady i wyolbrzymień (wszyscy korespondenci lubią przesadzać) o tym, że bank żydowski jest największym bankiem w świecie. Posiada dwieście tysięcy milionów funtów szterlingów w złocie. Na nasze pieniądze to taka suma, którą trudno sobie wyobrazić, trudno przeliczyć. Funt szterling bowiem na nasze pieniądze równa się prawie stu.

Na to odzywa się poczmistrz, oblizując przy tym językiem pieczątkę i wciskając ją w lakę.

— Tu już łżesz jak pies. Funt szterling wynosi ledwo dziesięć karbowańców.

— To jest zwykły funt — usprawiedliwia się Szmaja. — Mówię o złotym funcie, a złoty funt stoi znacznie wyżej.

Paszoł won, durak174! Komu opowiadasz takie bajki? Żyd musi kłamać! Żyd musi oszukiwać! Gdyby ktoś inny był na moim miejscu, to by ci z kretesem zabrał pakiet! Czy zdajesz sobie sprawę, że mam prawo zaaresztować cię wraz z twoim pakietem i razem z twoim całym kahałem175 za to, że wysyłacie nasze pieniądze do Londynu? My tu będziemy harowali, nosem ryli w ziemi, a żydki chcą przyjść na gotowe, żreć i żłopać, i do tego jeszcze chcą przetransportować nasze złoto czort wie dokąd. Do jakiegoś tam „banku żydowskiego!”

Szmaja spostrzegł się, że narobił bigosu. Nabrał więc wody w usta i milczał. Skulił się jak kotka. Gdyby mógł, oddałby wszystko, żeby tylko cofnąć wypowiedziane przez siebie słowa. Było jednak za późno. (Wielu korespondentów nieraz chciałoby wycofać się ze swoich relacji, które roją się od kłamstw i przesady, ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu). Nasz korespondent z Kasrylewki był zadowolony, że dostał pokwitowanie i w te pędy wywiał z poczty, jak człowiek, który dopiero co dostał po tyłku.

Po wysłaniu pieniędzy kasrylewscy syjoniści zaczęli czekać z dnia na dzień na nadejście wykupionej akcji. Minął miesiąc, minęły dwa, trzy i cztery miesiące, i nic. Nie ma pieniędzy i nie ma akcji. Wtedy zabrano się do sekretarza i korespondenta w jednej osobie, czyli do Szmai. Albo wysłał nie tam, gdzie trzeba, albo adres został źle wypisany. Dostało się naszemu Szmai. Nie dość, że nie przestawał pisać listów do komitetu, do centrali i do Londynu, musiał jeszcze wysłuchiwać pretensji kasrylewian, którzy swoimi docinkami sporo sadła zalali mu za skórę...

Dla misnadgim (przeciwników chasydyzmu), to znaczy dla uczciwych, pobożnych Żydów oraz dla chasydów176, którzy dalecy byli od syjonizmu, było to wodą na młyn: „A co, nie wiedzieliśmy wcześniej, że tak będzie?” W ten sposób drażnili syjonistów. „Czyż nie mówiliśmy wam, że wyłudzą tylko od nas forsę i wystawią do wiatru?”

Ale Bóg ulitował się nad naszym korespondentem i pewnego poranka nadszedł list z Londynu z zawiadomieniem, że akcja, którą wykupili, jest już przygotowana do wysyłki. To znaczy, że nie jest jeszcze w Kasrylewce, ale u jej wrót. Należy ją tylko ostemplować.