Usłyszawszy słowo „tajemnica”, Mordechaj-Natan podrywa się z miejsca i chce zamknąć drzwi na klucz. Makar jednak bierze go pod rękę i powiada:

— Nie trzeba. Nie takaż to tajemnica, aby należało zamknąć drzwi. Chciałem cię zapytać o drobnostkę. Jesteś mądrym człowiekiem. Jesteś uczciwy. Od ciebie chciałbym się dowiedzieć czystej prawdy.

Mordechaj-Natan zaczyna głaskać swoje pejsy237. Czuje się podniesiony na duchu. Jest wyraźnie zadowolony z komplementu. Oczy z satysfakcji zachodzą mu jakby tłuszczem. Szkoda tylko, że nikogo przy tym nie ma.

— Z pewnością słyszałeś o wydarzeniu z dziewczynką?

Makar patrzy mu przenikliwie w oczy, jakby był sędzią śledczym.

Mordechaj-Natan nadstawia uszy, jak zając.

— Z jaką dziewczyną?

— Z dziewczyną, którą Żydzi zarżnęli. Wytoczyli z niej krew i przechowują na Pesach.

W pierwszej chwili Mordechaj-Natan wybucha śmiechem: „Cha, cha, cha”. Zaraz jednak blednie, a po chwili zielenieje. W oczach pojawiają się płomienie.

— Kłamstwa i wymysły! — Mordechajowi-Natanowi trzęsie się głowa. W ruch wprawione są pejsy.