— To ci heca!
— Czysta komedia!
— Pokaż mi swój szalech-mones, Nechamo!
— Pokaż ty swój!
Obie dziewczyny rozejrzały się za jakimś miejscem, na którym mogłyby trochę usiąść i pogadać. Z Bożą pomocą szybko takie miejsce znalazły. Tuż przy domu zajezdnym tkwił w ziemi klocek. Z trudem przebrnęły przez lepkie, gliniaste błoto i usiadły na klocku. Brytfanny położyły sobie na kolana, odsłoniły serwety i dokładnie obejrzały szalech-monesy.
Pierwsza pokazała swój szalech-mones ruda Nechama, która służyła u Zeldy, żony reb346 Josiego. Jej wynagrodzenie za całą zimę wynosiło pięć i pół karbowańca. Do tego dostawała od swojej gospodyni suknię i obuwie. Możecie sobie wyobrazić, jakie to było obuwie i jaka suknia. Jeśli chodzi o suknię, to aczkolwiek wielce połatana, mogła jeszcze uchodzić za sukienkę, ale buciki dostała męskie. Kiedyś nosił je syn Josiego, Menasze, który miał nogi wielkości dzieży i w dodatku zwykł był wykrzywiać obcasy. Słowem, buciki „jak ta lala”.
szalech-mones rudej Nechamy składał się z pięknego, dużego haman-taszu — trójkątnego ciasta nadzianego makiem — i dwóch „poduszeczek”, jednej otwartej, z miodowymi łazankami i drugiej, zawierającej słodkie ciasto cukrowe z tkwiącą pośrodku rodzynką, czworokątny spory kawałek tortu, kawałek świętojańskiego chleba, dwie królewskie chałki i duży kawałek żytniego ciasta, które w tym roku Zeldzie wyjątkowo się udało. Ale czy to mąka nie była dobra, czy też miód nie był bardzo czysty, a może ciasto niedobrze się wypiekło, czy też niedobrze go wymieszano, fakt, że wyglądało jak gęsta puchowa poduszka.
Obejrzawszy szalech-mones rudej Nechamy, nasza czarna Nechama zdjęła serwetkę i pokazała swój. Ona była służącą u Złaty, żony reb Ajzyka. Za całą zimę otrzymywała sześć karbowańców, bez odzienia i butów. Z otrzymanej pensji miała się sama ubierać. Dlatego też chodziła boso, a Złata nie skąpiła jej najgorszych przekleństw.
— Jak ta dziewka może przez całą zimę paradować na bosaka? Chcesz do diabła widocznie się przeziębić!
Nechama jednak nie zważała na jej słowa. Słuchała ich tak, jak Haman słucha grzechotek w święto Purim347. Zbierała pieniądze na Pesach. Wtedy, jak Bóg da, sprawi sobie za zaoszczędzone pieniądze parę pantofelków na wysokich obcasach i sycową348 sukienkę. Szewc Kopel, który ubiega się o jej rękę, pęknie z zachwytu.