— Jeśli nie podasz do sądu tego fujary, to możesz się pożegnać z życiem — krzyczała na męża Złata.

Reb Josie zaś odwołał się do zgromadzonych przed sklepem ludzi:

— Żydzi, przywołuję was wszystkich na świadków. Słyszeliście, jak ta hultajka mnie nazwała? Fujarą. Natychmiast idę do sądu i wytaczam jej i jej mężowi, temu brysnikowi, sprawę.

— Żydzi — zawołał reb Ajzyk — biorę was na świadków, że ten oto... ten... nie chcę go nazwać jego pięknym imieniem, przed chwilą nazwał mnie „brysnikiem”.

W niespełna godzinę potem byli już u pisarza Judla. Obaj przyprowadzili świadków i obaj podali na siebie skargi do sądu.

Kasrylewski sędzia pokoju, mirowoj Miliniewski, tęgi szlachcic z długą brodą i wysokim czołem, tak długo piastuje już swój urząd, że doskonale zna wszystkich mieszkańców, zwłaszcza Żydów, z którymi powiązany jest wieloma nićmi. Wie, jaki kto ma charakter. Zna żydowski, jak „prawdziwy Żyd”. Mądra bestia. Prawdziwa głowa żydowska. Tak o nim mówią w Kasrylewce.

I jak tylko nadchodzi jesień i kończą się święta Sukot351, zalewa go morze papierzysk. Wszystkie one pochodzą od Żydów — oby zdrowi byli. Ale nie ma w nich, uchowaj Bóg, skarg na złodziejstwa, rabunki czy zabójstwa. Co to, to nie! Chodzi w nich tylko o to, że ktoś komuś pokazał figę, ktoś kogoś spoliczkował, albo, że jeden dostał, a drugi nie dostał aliji352 w bożnicy. Chodzi również o bardziej lub mniej ważny rozdział, jaki otrzymał do czytania obdarzony aliją. Pan Miliniewski nie lubi bawić się w ceregiele z Żydami. Nie lubi wdawać się z nimi w długie dociekania bądź rozważania, albowiem doskonale wie, że popuściwszy im cugle, rozciągnie sprawę w nieskończoność. Jeśli chcą się pogodzić, to raz dwa. (Pan Miliniewski jest miłośnikiem zgody i pokoju). Jeśli nie, nakłada wówczas na siebie sędziowski łańcuch i w mig ucina dyskusję: „Po ukazu, na osnowanie takoj to i takoj stati, skazuję Herszka za hosen berejszit353 na trzy dni twierdzy, i Jankla za hosen Tora354 na trzy dni twierdzy”. Jak widzicie, nie ma u niego uprzywilejowanych osób.

Dokładnie na dwa tygodnie przed świętem Pesach odbył się sąd w sprawie szalech-monesów. Sala sądowa wypełniona była po brzegi. Prawie wszyscy pełnili tu rolę świadków. Pan Miliniewski otworzył przewód sądowy.

— Ajzyk, Josie, Złata, Zelda — proszę stanąć przed sądem.

W pierwszej ławce wstali reb Josie-fujara, reb Ajzyk-brysnik oraz ich połowice. I nim mirowoj zdążył wypowiedzieć słowo, cała ta czwórka zaczęła naraz gadać, a najgłośniej i najwięcej, rzecz jasna, kobiety.