— Od pani, Saro-Perło, należy mi się ni mniej, ni więcej, jak za pół tuzina ciasteczek z rodzynkami w cenie sprzedaży sześć groszy za sztukę, czyli sześć razy sześć. A ile to będzie sześć razy sześć? Chyba trzydzieści trzy? Cztery chlebki świętojańskie, wzięła pani po osiem groszy za sztukę. Mnie samą kosztują one siedem groszy za sztukę, obym tak zdrowa była. Cztery razy osiem, to czterdzieści osiem. Do tego doszły dwa duże naleśniki z makaronem. Policzę je pani po dwadzieścia cztery grosze za sztukę. Pięć sztuk po dwadzieścia cztery. Obyśmy tak razem zdrowe były, że mnie to kosztuje więcej! Pięć razy dwadzieścia cztery, to ile? Gdyby to było sześć razy, to by to wyniosło jeden karbowaniec i sześć groszy, ale skoro mamy pięć razy, to chyba będzie, ni mniej i ni więcej, jak tylko jeden karbowaniec bez sześciu groszy. Ile więc wyszło razem? Trzydzieści trzy i czterdzieści osiem, i osiemdziesiąt dwa plus jeden karbowaniec, to w sumie półtora karbowańca i dwadzieścia dwa grosze. Z tego trzeba odjąć sześć groszy. Ile więc pozostaje z półtora karbowańca i sześćdziesięciu dwóch kopiejek, jeśli odejmiemy sześć groszy? Czyżby nie jeden karbowaniec i dziewięćdziesiąt groszy?
— Tere, fere kuku! Jakie tam sześćdziesiąt dwa. Skąd się wzięło sześćdziesiąt dwa? — Sara-Perła podnosi krzyk i obie kobiety zaczynają liczyć od nowa.
— Oby mi pani zdrowa była, Saro-Perło. Rachunek jest przecież prosty. Pół tuzina ciastek z rodzynkami kosztuje mnie po sześć groszy za sztukę, to sześć razy sześć. Ile jest sześć razy sześć? Czy nie czterdzieści dwa?
— Gratuluję, u pani wciąż rośnie! Najpierw było u pani trzydzieści trzy, a teraz raptem zrobiło się czterdzieści dwa! Nie ma co, oby tylko nie zauroczyć!
Kiedy dochodzi do pieniędzy, okazuje się, że bez mężczyzny nie dojdą do porozumienia. Rywele odrywa wtedy Naftalego od aktorskich prób. On zaś strasznie tego nie lubi:
— No i miej do czynienia z babami! Do dwóch nie potrafią zliczyć! Dawajcie rachunek, ale szybko! Dzień nie stoi w miejscu!
Obie kobiety jednym tchem podstawiają mu swoje wyliczenia. Naftali zamyka oczy, słucha uważnie i zaczyna liczyć na palcach. Zaraz się jednak gubi i wpada w jeszcze większą złość. Wyładowuje ją oczywiście na żonie.
— Tysiąc razy ci mówiłem, że jeśli masz koci mózg, to po jakie licho pchasz się do sprzedawania hurtem. Trzeba ci sprzedawać po jednej sztuce. Pojedynczo. Pokażę ci na przykładzie. Co pani wzięła? Ciastko? Daj pani sześć groszy! Jeszcze jedno ciastko? Jeszcze sześć groszy! Naleśnik? Proszę położyć dwadzieścia cztery grosze!
Żona bogacza, Sara-Perła, nie jest z tego zadowolona. Co to? Obliczają ją tak, jak się oblicza zwyczajną biedaczkę? Nie ma jednak wyboru. Nigdzie nie dostanie lepszego pieczywa. W Purim Rywele jest na wierzchu. Każdy ma swój dobry czas. Mówi się, że kiedy potrzebny jest złodziej, to go z szubienicy zdejmą. Toteż nie dziw, że całe miasto jej zazdrości.
Złote ręce przędą złoto. Oboje w Purim zbierają całe worki złota.