On: Co znaczy „gdzie”? W wielkiej bóżnicy.

Ona: Dlaczego nie w zimnej bóżnicy?

On: Tam, gdzie modli się pani ojciec?

Ona: A co to przeszkadza?

On: Mój ojciec połapie się, gdzie jestem.

Ona: Jeśli z pana chłopczyk bojący się swego taty...

Nie pozwala jej dokończyć. Jakby go maczugą zdzieliła po łbie. Jak to? On ma być tym chłopczykiem, który boi się taty? I kto to mówi? Szybko znajduje pretekst, aby się wywinąć. I to w sposób szatańsko sprytny. Ma właśnie coś bardzo ważnego jej do powiedzenia, ale nie może tego uczynić, ona bowiem jest w towarzystwie swojej przyjaciółki. Córka kantora oblewa się pąsem. Daje znak przyjaciółce, by odeszła na kilka kroków. Ta odchodzi i zostają we dwoje. Córka kantora gotowa jest wysłuchać jego tajemnicy. On nie daje jej długo czekać i plącząc słowa powiada do niej, że od dłuższego czasu chciał jej wyznać, iż spotkałby się z nią sam na sam, bez towarzystwa przyjaciółki.

Na to ona: — Co tu gadać. Czyż nie chciałabym spotkać się z panem w cztery oczy bez przyzwoitek i bez koleżanek? — Nie może sobie jednak na to pozwolić. Samej jej nie puszczają. Mama nad tym czuwa. On jednak nie powinien bać się jej koleżanki. To spokojna, porządna dziewczyna. Sama też chętnie porozmawiałaby z chłopcem. A jeśli chce koniecznie wiedzieć, to ona też jest zakochana w pewnym młodzieńcu.

Też zakochana?

Wniosek stąd, że ona, córka kantora, na pewno jest zakochana! Chciałby więc wiedzieć, kto jest tym szczęśliwcem?