— Nowy rabin.
— Taki młokos?
— Mleko matki nie wyschło mu jeszcze.
— A co za długie włosy nosi!
— Długie włosy — krótki rozum.
Rozumu mu nie brakowało. Miał go na tyle, aby złożyć wizyty notablom stanowiącym śmietankę miasta. Był więc u Bachmuckich, Kaniewskich, Rogaczewskich i pozostałych przedstawicieli burżuazji lubeńskiej. I jakby tego było za mało, w sobotę poprzedzającą wybory poszedł do bóżnicy. Posadzono go oczywiście na honorowym miejscu, obejrzano ze wszystkich stron. Kilkaset rąk wyciągnięto do niego w uścisku powitalnym i wreszcie obdarzono go zaszczytem. Było to coś w rodzaju egzaminu. Nasz młody bohater wykonał zadanie w najlepszym stylu. Cóż to była za haftora258! Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co zdarzyło się w trakcie wyborów. A było to tak:
Sala wypełniona była Żydami. Już przystępowano do wyborów, gdy wtem zjawia się najmłodszy z kandydatów, występuje z przemówieniem, i to po rosyjsku, przeplatając je wersetami z Tanachu i okraszając przypowieściami z Midraszu pasującymi jak pięść do nosa. Przemówienie jednak tak się spodobało, że młody kandydat jednogłośnie został wybrany na rabina. Natychmiast też wysłał telegram do domu: Mazł tow, izbran jedinogłasno259. Sam zaś nowo wybrany rabin udał się do reb Nachuma Kahanego, aby podziękować mu za poparcie. Stary był doprawdy wzruszony. Jego protekcja okazała się skuteczna. Chciałby, powiedział, prosić rabina, aby był łaskaw powtórzyć mu przemówienie, które wygłosił przed wyborcami. Na to otrzymał odpowiedź, że chętnie by to uczynił, ale przemówienie na to nie zasługuje. Nic nie warte.
— Dlaczego więc ludzie opowiadają, że po prostu palce lizać?
— Jeśli nie weźmie mi pan tego za złe, to opowiem panu pewną historię.
— Z największą przyjemnością. Aby tylko miała związek z tym, o czym mówimy. — Powiedziawszy to, stary założył okulary i zamienił się w słuch. Młody rabin rozpoczął tymi oto słowy: