Czy dlatego, że każdy despota, każdy „bicz boży”, gdy usłyszy trochę głośniejsze słowo wpada w strach i milknie, czy też dlatego, że był to pierwszy sprzeciw ojca od chwili ich poznania, fakt, że stał się cud — macocha zagryzła wargi i spotulniała. Od tego czasu wobec Szolema zmieniła się nie do poznania. To znaczy docinków i przekleństw nie skąpiła mu nadal. Szkołę wypominała Szolemowi na każdym kroku. Dawała do zrozumienia, przesadzając jak zwykle, że zużywa cały pud papieru w ciągu tygodnia i trzy butelki atramentu w ciągu dnia. Celowo zapominała nalać nafty do lampy na noc, przygotować śniadanie i wiele innych rzeczy. Ale przestała nim rozporządzać. Chyba że Szolem sam chciał jej w czymś pomóc. Doglądać samowara lub ukołysać dziecko do snu. Jeśli tak, to bardzo proszę.

— Szolemie — powiada do niego macocha z takim typowym dla Berdyczowa zaśpiewem — powiedz, co to takiego, że jak ty tylko spojrzysz na samowar, to ten natychmiast zaczyna kipieć?

Albo tak: — Szolemie, chodź no tu! Dlaczego przy tobie dzieci zasypiają natychmiast? — I jeszcze tak: — Szolemie! Jak długo trwa u ciebie skok na targowisko? Pół minuty? Co ja mówię. Nawet nie pół minuty.

Na dodatek szczęście też mu trochę dopisywało. A jak szczęście sprzyja, to we wszystkim. Pewnego razu sam dyrektor ujezdnoj pociągnął go za ucho i polecił, żeby ojciec stawił się u niego osobiście w kancelarii. Ma mu coś ważnego do zakomunikowania. Usłyszawszy, że pan dyrektor wzywa go sam we własnej osobie, Nachum Rabinowicz nie dał na siebie długo czekać. Włożył sobotnią kapotę, jeszcze bardziej podwinął pejsy, i tak już dosyć podwinięte, i poszedł do szkoły. Był ciekaw, o co idzie. I tu okazało się, że Szolem uczy się doskonale. A skoro tak, to dyrektor powinien go po zakonu, czyli według prawa, wziąć na kazionnyj szczot. Ale zważywszy, że Szolem jest Żydem, zaofiarował mu pensję. Zdaje się, sto dwadzieścia rubli na rok albo na pół roku.

Decyzja ta wzbudziła dużą sensację. Każdy dowiadywał się i wypytywał:

— Czy to prawda?

— A jak? Kłamstwo?

— Pensja?

— Pensja.

— Wyznaczona przez państwo?