— Rozstąpić się i podnieść ręce do góry — rzekł kapo.
Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Rozpinamy kurtki, otwieramy torby. Esesman jest wprawny i szybki. Przejeżdża rękoma po ciele, sięga do torby. Obok reszty chleba, paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny — jabłka, niewątpliwie z sadu.
— Skąd to masz?
Podnoszę głowę: „mój” post.
— Z paczki, panie post.
Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy.
— Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie.
Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników, kaczany kukurydzy, ziele, szczaw, jabłka, raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją.
Nagle Unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą, wypchaną torbą.
— Otwórz — rzekł krótko.