Przed Celiną sam Adam udał się jeszcze do Mistrza, który polecił poecie trzydniową rekolekcję. Sprawy, które go tam pchały traktuje Żywot Adama Mickiewicza mglisto. „Hetmanić dalej stało mu się niemożebne (pisze Władysław Mickiewicz), ponieważ niektórzy bracia sami popełniali nadużycia gorzko wymawiane przez nich duchowieństwu, udawali egzaltacją, nakazywali innym praktyki podobne do demonstracji dzisiejszych Salutystów; co gorsza narzucali się innym, naruszali wolność domowego ogniska. ...Mickiewicz miał do czynienia z osobami szczycącymi się zaufaniem Mistrza, donoszącymi, że pan Andrzej ich popiera... Obiecana swoboda zamieniała się w upokarzające jarzmo”...
Towiański (wciąż relacja Władysława Mickiewicza) łagodzi Adama: „Zostaw, bracie, powiada mu, siostra Anna (Gutowa) może być bardzo grzeszna, inni także, ale ty, bracie, cudzymi grzechami się nie zajmuj, bo masz swoje”...
O wszystkim tym mówi Władysław Mickiewicz, zwykle tak dokładny, niesłychanie ogólnikowo; ale czujemy tu splot spraw kobiecych, można powiedzieć babskich, które jątrzą Koło. W rezultacie Adam zrywa z Towiańskim. Mimo że — nie chcąc sobie zadać kłamu — wyznaje dalej Mistrza, związki stają się bardzo luźne. Towiański ubolewa, że brat Adam „w dawną noc odpadł”, próbuje go wstrząsnąć szalbierczym objawieniem Karoliny14 — ale na próżno. Potem — jak rzekliśmy — pielgrzymuje do Szwajcarii pani Celina, próbuje wpłynąć na Adama i (pisze syn) „przez rok przeszło zasępione było nieco pożycie domowe”.
Ileż tu zagadek, ileż tu nierozświetlonych jeszcze mroków! Może te rozważania staną się pobudką do zbadania na nowo tej epoki życia Adama; może znajdą się jeszcze po archiwach dokumenty zdolne ją rozjaśnić. A może znów odpowiedzą mi z lekceważeniem: „plotki, anegdoty”, niech wszystko stoi „po dawnemu, jak posąg z brązu”? To, com zestawił dotąd, jest zbyt szczupłe, aby się można było pokusić na odtworzenie tego okresu wewnętrznego Adama, nieszczęśliwego poety i tragicznego człowieka, szamocącego się w ciemnym zaułku nieokreślonej „Sprawy”, żyjącego pomiędzy żoną, której umysł — zdaniem Zofii Szymanowskiej — pozostał błędny od pamiętnej choroby, a Ksawerą, która przebywała stany przypominające Adamowi „stan Celiny przed chorobą”... Jaka była jej rola w życiu poety? — wydaje się pewne, że duża; ale jaka — to pozostaje dotąd zupełną tajemnicą. Część tej tajemnicy zagrzebano z pamiętnikiem Zofii Szymanowskiej. Fakt, że potrafiono nam zataić tę kobietę aż do nazwiska, dowodzi, jakie musiano w tym celu spustoszenie uczynić w dokumentach.
Może, powtarzam, uda się to i owo odbudować; na razie poprzestanę na zestawieniu tego, co o Ksawerze Deybel napotkałem. W Żywocie pisanym przez syna nie ma o niej mowy, ale nazwisko Deibel znajduje się w tomie pierwszym (I, 156), gdzie mówi o śledztwie Tomasza Zana w Wilnie. Zeznał tam ktoś „między innemi, że dając lekcje historii w pensjonacie panien Deibel15, uczenicom wpajał myśli patriotyczne, co się pannom Deibel nie podobało”.
W jakim stosunku były te panny Deibel (piszą to nazwisko najrozmaiciej) do Ksawery — nie wiem. Tyle zdaje się pewne, że pochodziła z Wilna. W relacji Semenenki o towianizmie (sprawozdanie z broszury Ks. Semenenki, „Przegląd Poznański” 1858) czytamy, że „w tych czasach pokazał się w Paryżu główny agent Towiańskiego Gutt... Przybyli także do Paryża malarz Wańkowicz oraz panna Deybel”.
Ponieważ Gutt i Wańkowicz byli już w Wilnie najwierniejszymi uczniami Mistrza, możemy wnosić, że i panna Deybel należała tam do jego małej gminy i że zyskawszy w Paryżu grunt pod nogami, Mistrz ściągnął za sobą swoich zwolenników. Tuż po jej przyjeździe, w roku 1841, w kilka miesięcy po przyjęciu przez Mickiewicza nauki Mistrza, widzimy Ksawerę Deybel w domu Mickiewiczów. Z raportu Mickiewicza do Mistrza dowiadujemy się, że opuszcza ten dom (czasowo) w r. 1845 z powodu nieporozumień domowych.
Znajdujemy dalej relację o Ksawerze Deybel w dziele Kilka aktów i dokumentów odnoszących się do działalności Andrzeja Towiańskiego (Rzym 1898). Jest ona matką chrzestną Gerszona Rama (w połowie r. 1842); a okoliczności, w jakich się to dokonało, są interesujące i dowodzą, że Ksawera Deybel głęboko była przeniknięta duchem Sprawy. Oto notatka spisana z opowiadania Rama i Romualda Januszkiewicza:
Ram, rodem z Wilna, syn zamożnego w mieście tym kupca, wyparty z kraju równie gwałtowną potrzebą Ducha własnego, jako też dziwnym zbiegiem okoliczności zewnętrznych, przybył do Paryża na krótko przed wyjazdem Andrzeja Towiańskiego do Belgii i poznawszy w Nim z objawienia „Bramę zbawienia dla Izraela”, przyjął Sprawę bożą. — W kilka miesięcy potem, złożony nagle śmiertelną chorobą, poczuł on gwałtowną potrzebę chrztu św. W tejże samej chwili Romuald Januszkiewicz, który wcale nic o tym nie wiedział, zaszedłszy do kościoła Notre Dame des Victoires, otrzymuje tam w modlitwie przed wizerunkiem cudownej Matki Boskiej silne poczucie, aby pośpieszył co najprędzej do Rama dla udzielenia jemu chrztu św. Objawionym mu przy tym było, aby kupił w tym celu krzyż u kobiety w przedsionku tegoż kościoła sprzedającej nabożne przedmioty i że matkę chrzestną mającą towarzyszyć jemu w spełnieniu tej św. powinności spotka w drodze idąc do Rama. Jakoż zaledwie wybiegł on z kościoła i zaopatrzył się w krzyż i święconą wodę, spotyka na Place des Victoires Ksawerę Deybel (późniejszą małżonkę Edmunda Mainard), która ulegając silnemu budzeniu wewnętrznemu, przybyła tam, nie wiedząc po co. Ogień wiary i czci najgłębszej obudzony w tej słudze Sprawy dla objawienia otrzymanego przez Romualda, zaświadczył im obojgu, że ona to jest matką chrzestną naznaczoną dla Rama; pośpieszają więc oboje, zastają Rama już prawie konającego, ale palącego się żądzą otrzymania chrztu świętego.
Widzimy z tej relacji, że ta „nauczycielka dzieci Mickiewicza” była od samego początku głęboko wrośnięta w sprawy towianizmu; że była może jedną z czynnych agentek Mistrza. Pozwolę sobie tu przytoczyć plotkę, jaką z dawna słyszałem, bo uważam, że i plotki mają swoje znaczenie, byle je brać tak, jak należy. Mianowicie istnieje legenda, że Towiański, chcąc tym pewniej pozyskać Mickiewicza, „nasłał na niego kobietę”. Umieszczenie w domu Mickiewicza Ksawery, kobiety o niezwykłym uroku, a żarliwej towianki usprawiedliwiałoby powstanie tej legendy. Towianizm miał zresztą opinię, że gdy chodziło o pozyskanie dla Sprawy, nie cofa się przed żadnym środkiem. „Gdziekolwiek mu idzie o dopięcie tegoż celu (sprawy), rozwolnione ma sumienie, gotów wszelkiego środka użyć” — pisze Skrzynecki. Kallenbach (1. c.), streszczając list Krasińskiego do Delfiny Potockiej, podaje: