Hurmem obsiada galerią,

A cały ten obchód śliczny

Sam pacjent bierze na serio.

Wstaje rzędem człek niektóry,

Kogo tam zaswędzi ozór,

I wygłasza srogie bzdury,

W uroczysty dmąc je pozór.

Brzmi powaga w każdem słowie,

Choć od śmiechu drgają rzęsy:

O, bo myśmy tu w Krakowie