Niejaki dr K. (wyreklamowany zresztą w katalogu!?) przed otwarciem jeszcze wystawy kupił do swych zbiorów (psychiatra) i moich Wariatów. C’est tout.
Dużo się traci pod każdym względem, nie znając języka dobrze. Mimo woli jest się podróżującym Anglikiem. Po powrocie do Krakowa sumiennie będę musiał sfrancuzieć i wtedy dopiero może wybiorę się na dłużej tutaj.
Chociaż paru lat nie wytrzymałbym może, za wielkie miasto, „za urządzone”, powiedziałbym, dla mnie środowisko: korzyść wielką odnieść można, ale wyżyć może by było trudno z moim usposobieniem. Oczy malarzowi otwierają się na wszystko, ale też i nie wie się czasem, co brać, a co odrzucić. Trzeba czasu i refleksji.
No i nerwy trzeba mieć spokojne.
Moje potargałem trochę sam, trochę życie, a właściwie nieżycie.
Latem będę łatał zdrowie, a właściwie usposobienie.
Bardzo już wzdycham do wsi i do swoich. Ja osobiście dom Pani traktuję jak i trochę mój, i nie powinno Pani być przykro zbyt z powodu mej czelności, która ma pozory dobroci i uczciwości. Mnie zresztą wybacza Pani wszystko, przynajmniej w moim pojęciu.
Paryż, 13 czerwca 1907
PS