Później tłumaczono hrabiego, że książka upadła przypadkiem, ale krzyku co było, to było. Otóż znajdujemy tu aluzję do tej sceny:

Krytykę krakowską czytałem: takiego to dzisiejsi krytycy używają języka (arystokratyczni!). Nie dziw, że o tłumaczeniu hrabiego (Przeździeckiego) popisał to, co popisał, a wszakże ten panicz Pola Wincentego Pieśń o ziemi naszej nazywa rymowaną geografią, Gosławskiego lichym rymotwórcą, Zaleskim Bohdanem rzuca o ziemię, a resztę, prócz Krasińskiego i Adama, nazywają zgrają rymopisów bez sensu. Wolno, czemu nie, wszystko wolno i kto by się tam o to gniewał!

I z prozą coś nietęgo. Wszystko widzi w czarnych kolorach biedny emigrant-samotnik:

Kraszewski rżnie powieści historyczne na potęgę, a przy tym przez sen, kiedy śpi, dwudziestu palcami kropi drugie powieścidła, podłe, na handel. Ten stary mnie do rozpaczy doprowadza...

A polityka! To już najgorsza zaraza; oto co pisze Lenartowicz w latach siedemdziesiątych i którychś:

Pochodzę z kraju, który publicznie wobec świata przez usta swoich posłów, notablów, uczonych, profesorów, księży etc., wyznaje, że jest ścierwem podłym (Tarnowski, X. Golian, X. Kalinka, prof. Bobrzyński, Krzywicki, Spasowicz146, Czajkowski147, Popiel148, biskup Janiszewski149, koło sejmowe galicyjskie, Warszawa postępowa, Kraków stojący i poznańska szlachta, i mieszczaństwo, i Żydy – 3 miliony!), czegóż więc mam winszować i czego życzyć?

Droga moja siostruniu, jeżeli w waszych salonach słychać imię ojczyzny, to już tylko przez ironię...

Księża łajdaki zamieniają kościoły na domy schadzek rozpustnych, literaci wszyscy sprzedani Żydom i zdrajcom, inni spłoszeni milczą, bojąc się utracić sławę, popularność... nic nie widzą, nic nie słyszą, jak prostytucję i zgniliznę, zrobaczenie tego wielkiego niegdyś narodu...

Dziś, kto się Polakiem wyznaje, uważany jest za zdrajcę i wariata. I to propagują taką zasadę synowie bohaterów... Do kogóż się odzywać, dla kogóż pracować?...

Czasem zdarzy się poecie jakaś mała satysfakcja za to zapomnienie i osamotnienie; wówczas z przyjemnością donosi o niej przyjaciółce. Ot, jakaś uroczystość patriotyczna we Florencji: