I te przecudne posągi, witraże, ozdoby, plafony210, pawimenty211, niezrównane dzieła architektury, rzeźby, pędzla, muzyki, te harfy, kute żelaza, płaskorzeźby w kamieniu i w drzewie...
Czy wy tego nie podziwiacie, panowie? A czy tego wszystkiego kultura nie zawdzięcza swej „przesądnej” tęsknocie ku ideałom?
Czy wy tej „przesądnej” tęsknoty nie znacie?
Dziś, dzięki kulturze p. Żeleńskiego, polskie „siostrzyczki” Lamiel dostąpiły już zaszczytu bratania się z nią. P. Żeleński uznał polską kobietę za godną wpuszczenia Lamiel między siebie. Tylko my, kobiety polskie, protestujemy! protestujemy! — protestujemy!
Doprawdy rzadko kiedy nadużycie drukowanego słowa dla fałszywego frazesu doszło do takiej rozpusty. Paniusiu złota! Na miły Bóg! Kto chce niszczyć plafony i pawimenty? O co ten wrzask? Z powodu spolszczenia mniej znanej książki Stendhala, fanatycznego miłośnika Włoch i wszelkiej sztuki, autora Listów o Haydnie, Mozarcie i Metastazju, autora Historii malarstwa we Włoszech, Przechadzek po Rzymie, autora książek Rzym, Neapol i Florencja, Życie Rossiniego!
Ale słuchajmy protestującej paniusi dalej. Daję słowo, warto:
Dla was, panowie, to wszystko znienawidzony zabobon...
Niech żyje wolność! Swawola! Nie chcemy nudy. Dlatego chcemy Lamiel, bo zbrodniarki, rozpustnice, cyniczne dziewczyny chronią nas od nudy, a prawo Boże krępuje swawolę naszą, więc niech żyje cyniczna Lamiel, wzór dla siostrzyczek naszych polskich.
...I teraz, gdy dzielne dziewczęta po biurach, urzędach, kształcące się na uniwersytetach, zdobywające posady nauczycielek po wsiach i po miastach, przemocą nieledwie wyrwały z rąk waszych wolność współzawodnictwa pracy, kusicie ją sofizmatem „cynicznej Lamiel”, by się pozbyła „przesądów” uczciwości sumienia — by szła za wzorem swej cynicznej siostrzyczki i nadal przy kieliszku rozpraszała waszą nudę.
Głowa mi pęka! Paniusiu, paniusiu! Paniusia właśnie tak mówi, jak gdyby już Ewa w raju pisała na maszynie i zarabiała na życie jako stenotypistka. Powołuje się paniusia na „dzielne dziewczęta, kształcące się na uniwersytetach”. Istotnie, to nie takie dawne czasy, jak sobie wywalczyły to prawo. A kto wówczas przeciw temu protestował, kto wołał o masońskiej robocie i burzeniu domowego ogniska, kto rzucał anatemy na pierwsze studentki medycyny? Paniusia, właśnie paniusia. A kto przeciwnie, był jednym z pierwszych, którzy walczyli o prawo do wykształcenia i samodzielności dla kobiet? Stendhal, ten Stendhal, z powodu którego paniusia robi taki wrzask. Niech paniusia weźmie do ręki jego książkę O miłości (też zuchwale, bez pozwolenia paniusi, przełożoną przeze mnie) i przeczyta sobie to, co pisze w rozdziale 54 i 55 o wykształceniu kobiet. Albo niech paniusia weźmie po prostu moją przedmowę do Lamiel, która paniusię tak oburzyła i niech paniusia czyta: