Komisja Kodyfikacyjna nie lubi być z zasady liberalniejsza od społeczeństwa; czekała, aby ktoś żądał od niej usunięcia kary śmierci, aby ją ktoś zgwałcił, zmusił; — czekała na próżno, i — ostatecznie usunęła karę śmierci sama.
Faktycznie, rzecz prosta, nowy kodeks nie obowiązuje jeszcze, brak po temu formalności, ostatnich sankcji. Niemniej faktem jest, że prawodawstwo nasze już się wypowiedziało, że moralnie w prawie polskim kara śmierci nie istnieje, że nie ma na nią miejsca. Zdawałoby się, że fakt ten powinien stanowić poważną dyrektywę dla naszych sądów; że sprawą dobrych obyczajów sądownictwa będzie od tej chwili kary tej nie wymierzać, a przynajmniej o ile można jej unikać. Wprawdzie poszczególne dzielnice rządzą się prowizorycznie ustawami odziedziczonymi po zaborcach, ale to prowizorium, które może być konieczne dla ogólnego porządku, nie może chyba odnosić się do rzeczy tak zasadniczej, jak życie ludzkie. Niedopuszczalne jest, aby to życie było inaczej ważone w jednej dzielnicy, a inaczej w drugiej, aby było wystawione na loterię przypadku. Należałoby tedy milczącą zgodą przyjąć, że już dzisiaj prawo w Polsce kary śmierci nie zna.
Tymczasem co się dzieje? W dzielnicach, w których istnieje jeszcze — aż do unifikacji kodeksu — kara śmierci, nigdy sądy tak lekkomyślnie się z nią nie obchodziły jak właśnie teraz, nigdy wyroki śmierci nie szalały tak jak w tej chwili. Oto w Małopolsce, w ciągu miesiąca, wydano pięć wyroków śmierci, jeden głupszy i dzikszy od drugiego. Zaczęło się we Lwowie wyrokiem śmierci przez powieszenie („zostaniesz powieszony za szyję i będziesz wisiał tak długo, aż nastąpi śmierć”, tak brzmi piękna starodawna formuła wyroków śmierci w Anglii) na trzech młodych ludzi za przechowywanie czy też powielanie druków komunistycznych. Trudno orzec, czy wyrok bardziej okrutny, czy bardziej bezmyślny, ale szkodliwy i antypaństwowy na pewno. Wykonany nie będzie — do tegośmy jeszcze nie doszli — a co nam zaszkodzi, to zaszkodzi. W czasie świeżego zjazdu Pen Clubu242 i wizyty wielu cudzoziemców, dużo było o tym wyroku mowy; okazało się, że obiega on całą prasę europejską, że prasa niemiecka zwłaszcza rozpisuje się na ten temat przeciw „polskiej reakcji”. Pisze się o krwiożerczych faszystowskich sędziach, o sługach tyranii, ale ani jedno z pism nie wspomni, że chodzi tu o sąd przysięgłych, że ci rzekomi „słudzy tyranii” to są w istocie wolni „przedstawiciele ludu”, czyli po prostu dwunastu tępych ćwoków, którzy nie rozumieją nic, nie orientują się w niczym, nie umieją obchodzić się z delikatnym narzędziem prawa. Podobno byli wręcz skonsternowani, kiedy usłyszeli ostateczny rezultat własnego wyroku i kiedy się spostrzegli, co za następstwa pociągnęła ich odpowiedź na misterne pytanka sądu! Na gwałt zaczęto... czynić przygotowania do kasacji!
Jeszcze nie minęło fatalne wrażenie, wywołane tym wyrokiem, nowa sensacja: przysięgli w Tarnowie skazali na powieszenie matkę za zabicie nieślubnego niemowlęcia. Gdzie ci ludzie żyją, chyba na księżycu! Toć od roku blisko toczy się w Polsce wielka dyskusja na temat „piekła kobiet” i tragedii nieślubnego macierzyństwa. Wypowiadali się na ten temat prawodawcy, prokuratorzy, lekarze, działacze społeczni, korporacje; wszyscy wołali głośno, że nieludzkim i głupim jest zrzucać całe brzemię odpowiedzialności na kobietę tam, gdzie sprawców złego jest dwoje (przy czym ten drugi może łatwo zasiadać jako sędzia na ławie przysięgłych); że barbarzyństwem jest karać ją z całą bezwzględnością, gdy się nie czyni nic dla ulżenia jej doli; że zbrodniczą obłudą jest ujmować się krwawo za dzieckiem, gdy się nic nie czyni dla jego ochrony. Duch humanitaryzmu powiał z całej tej dyskusji. I znów te ćwoki — tym razem tarnowskie — wyciągnęły z tego jeden wniosek: powiesić!
Też wyrok, który nigdy nie będzie wykonany. Posypały się z jego powodu protesty stowarzyszeń kobiecych; przypomniano zarazem, że instytucja przysięgłych nie może reprezentować całego społeczeństwa i sądzić tragedii specyficznie kobiecych, skoro ze składu tych sądów wyłączono kobiety, rzekomo zrównane w pełni praw obywatelskich z mężczyznami. Słowem, wyrok ten, mimo iż równie bezmyślny, oddał może pewne usługi przez to, że zelektryzował leniwą opinię.
Przemawiając z mojej strony przeciw temu wyrokowi, wyraziłem przypuszczenie, że pp. przysięgli nie wydaliby tak srogiego werdyktu, gdyby chodziło o mężczyznę, który np. zabił w „afekcie” kobietę. (Wymiar sprawiedliwości łatwo podlega zabarwieniu uczuciowemu: swojego czasu, znany był wyrok sędziów w Monachium, skazujący na pół roku ciężkiego więzienia kelnera za to, że lał za dużo piany do piwa).
Otóż stwierdzam, że pomyliłem się gruntownie, przypisując pp. przysięgłym chociażby te specyficznie męskie uczucia ludzkości.
Jakby w odpowiedzi na moje uwagi, zapadł tuż potem, w ostatnich dniach, nowy wyrok — znowuż sąd przysięgłych w Małopolsce, w Krakowie — tym razem na mężczyznę, na jakiegoś chłopka, który zastrzelił dziewczynę, bo nie chciała wyjść za niego. Skazano go na powieszenie. Nowy idiotyzm. Zapewne, zabijać dziewczynę, to nie jest sposób regulowania pretensji miłosnych, ale z drugiej strony zbrodnia ta w niczym nie usprawiedliwia takiego wyroku. Nawet stanąwszy na gruncie kary śmierci, której — powtarzam — prawo polskie nie uznaje, nie można tak niwelować, nie można traktować na równi z bandytą, z mordercą-recydywistą, człowieka działającego pod wpływem chwilowego szału, człowieka, który po ekspiacji mógłby spokojnie wrócić na łono społeczeństwa. Cóż w takim razie, aby zaspokoić poczucie sprawiedliwości i stopniowania kary, będą czynić sądy z najgorszymi zbrodniami? Chyba wrócimy do rozrywania ich końmi, lub, aby iść z duchem nowoczesnej techniki, rozrywania motocyklami?
Można żartować na ten temat, bo, powtarzam, do wykonania ani jednego z tych idiotycznych wyroków nie przyjdzie; bądź co bądź dowodzą one, że coś się psuje w tej dziedzinie, że instytucja przysięgłych, których pierwszym zadaniem jest sądzić po ludzku, mija się zbyt często ze swoim celem. W ogóle dość dalecy dziś jesteśmy od zabobonów „ludowładczych”, które niegdyś kazały widzieć w sądach przysięgłych idealne narzędzie sprawiedliwości. Przeciwnie, do instytucji tej odnoszą się w ostatnim czasie doświadczeni i humanitarni prawnicy nader krytycznie, widzą w niej bardzo poważne wady. Gdy inne kraje, reformując swoje sądownictwo, kasują sądy przysięgłych, myśmy przyjęli je bezkrytycznie. Warto byłoby jeszcze przedyskutować tę rzecz na nowo. Te trzy wyroki najzupełniej uprawniają do rewizji.
Bo to już zaczyna być masowe zjawisko, to wywijanie pp. przysięgłych pętlą stryczka, tam gdzie zwykły sąd poprzestałby na paru latach więzienia. Niechże jakaś specjalna komisja ekspertów uda się do Małopolski celem zbadania stanu psychicznego pp. przysięgłych; niech się wyjaśni, skąd się bierze ta psychoza krwiożerczości; niech się dowiemy, czy to są tygrysy, czy tylko matołki, które, uzbrojone w przeżytki austriackiego kodeksu, urągają bezmyślnie ludzkim zasadom naszych prawodawców.