Co do mnie, nie chcę czynić pp. przysięgłym tej krzywdy, aby wierzyć w ich szczególną krwiożerczość; wolę raczej przyjąć ową drugą ewentualność, choćby nawet ona miała być któremu z panów sędziów osobiście przykrzejsza. Raczej skłonny jestem widzieć tu jakąś ciuciubabkę biurokratyczną, wynikłą z niedostatecznego orientowania się panów przysięgłych w technice sądowej, z tego, że kto inny pytania stawia, kto inny na nie odpowiada, a kto inny wydaje werdykt, przy czym odpowiedzialność rozkłada się tak misternie, że nie wiadomo w końcu, kto ją ponosi. Trzeba by to jakoś zunifikować, bodaj w ten sposób, aby ten, kto skazuje, wykonywał wyrok. Prawo żąda, aby prokurator był obecny przy egzekucji; posuńmy się jeszcze o krok: może by panowie przysięgli sami wieszali? Hulać, to hulać!
Mój wróg z Algieru
Każdy ma swoich wrogów, ale zwykle o miedzę. Ja szczycę się tym, że mam wroga w Algierze. Nie wiem, kto on zacz, ani jak się nazywa; poznaję go tylko po znaczku pocztowym. Co jakiś czas otrzymuję z Algieru swój własny artykuł, pozakreślany czerwonym ołówkiem, opatrzony mniej lub więcej grubiańskimi uwagami. Tym razem przesłał mi, ów nieznajomy cenzor, niedawny mój felieton pt. „Znasz-li ten kraj” z następującym dopiskiem:
Chociaż dla galileuszy rozum nie jest obowiązkowy, jednak coś niecoś wiadomości o tym, co piszą, ich również obowiązuje. Connais tu le pays, où fleurit l’oranger nie jest Moniuszki (!!!) lecz Gounoda.
Szanowny czytelniku z Algieru! Nie znając pańskiego nazwiska ani adresu, odpowiadam panu uprzejmie na tej drodze, iż
1) wyzwiska dzielnicowe są u nas dawno niemodne;
2) Moniuszko napisał pieśń do słów Adama Mickiewicza Znasz-li ten kraj (podług Goethego);
3) aria Connais-tu le pays jest z opery Mignon, a tym samym (co zresztą obojętne) jest nie Gounoda, ale Thomasa243. Czyli, co słowo, to bąk.
A teraz, kochany panie z Algieru, ciekaw jestem bardzo, jak się pan zachowa. Czy też będzie się pan poczuwał do tego, aby przeprosić niesłusznie napastowanego spokojnego pisarza? Niech się pan dobrze zastanowi, co pan uczyni. Czterdzieści wieków ludzkiego głupstwa patrzy na pana z pobliskich244 piramid.
Swoją drogą, zadumałem się nad tym, kto to być może ten czytelnik z Algieru. Co za losy go tam zagnały? Czemu się tam marnuje? Sądząc z tej próbki, mógłby zająć w kraju poczesne stanowisko; pomnożyłby zwartą falangę pogromców Boya, byłby im walną odsieczą w dyskusjach, wspierałby ich rzeczowymi argumentami, karierę by chłop zrobił. Kto wie, może z czasem wyszedłby na czołowego publicystę...