Lecz, ach, gdy pruję powietrze

W sferyczną wsłuchany ciszę,

I duch mój z wolna na wietrze

Nad jaźnią mą się kołysze,

Gdy spojrzę z kresów wieczności

Na moją nędzę przyziemną,

Gorzki żal w piersi mej gości

I w oczach od łez mi ciemno.

Im bliżej mi już do granic

Przelotnej ziemskiej pielgrzymki,