Nos jej skrwawili, podbili jej oka,

Płynie posoka.

Wnet ułatwiwszy sprawę bez hałasu,

Tak po kamieniach wlekły ją do lasu,

Ledwie że czasem który okiem łypie,

Czy jeszcze zipie...

Potem te zbóje znalazły się brzyćko,

Ściągnęły ci z niej do koszuli syćko,

I nie baczęcy na płacze i jęki,

Wzięni na męki.