— O, ja daleko, na Koszykowej.
— Na Koszykową — rzucił dyrektor szoferowi i zwracając się do Marychny, powiedział: — Musi się pani poświęcić, ale najpierw odwieziemy bardziej poszkodowanego.
— Jak pan sobie życzy, panie dyrektorze.
— Nie upiera się pani przy pierwszeństwie?
— Cóż znowu!
— No, inżynierze, niech pan podziękuje pani — zaśmiał się. — No, jakże, otrzymał już pan te próbki z hartowni?
— Są już w robocie.
— To doskonale. Otóż i Koszykowa. Pod którym numerem pan mieszka?
— Trzydzieści siedem.
Auto stanęło. Ottman pożegnał się, podziękował i wysiadł.