— Nie znajduje pani?... Zresztą dla pani mogę nie być poważny. Specjalnie dla pani. Widocznie jest to u nas rodzinne...

— Powaga?

— Nie. Sympatia do pani.

Marychna poczerwieniała aż po białka oczu.

— Nie chciałem pani dotknąć — powiedział łagodnie. — Proszę się na mnie nie gniewać, ale nie jest dla mnie tajemnicą, że mój brat stryjeczny kocha się w pani.

Auto stanęło przed przecznicą, zapchaną ciężarowymi wozami.

— Proszę mi powiedzieć, czy Krzysztof jest bardzo o panią zazdrosny? — Lekko pochylił się do niej. — Czy nie wyzwie mnie na pojedynek za to, że panią emabluję130?

— Pan mnie wcale nie emabluje... — wybąkała nieśmiało.

— Owszem. Emabluję z całą premedytacją. Chcę się pani podobać. Zaraz. Janie — zwrócił się głośno do szofera — na Trzeci Most... Przejedziemy się troszkę. Dobrze?

— Jak pan sobie życzy, panie dyrektorze...