Wypity alkohol skutkował. Zrobiła się śmielsza. Przechyliła zalotnie głowę i zapytała:
— A zależy panu na tym chociaż odrobinę?
— Gdybyśmy tu byli sami — powiedział, mrużąc oczy — udowodniłbym to pani bez użycia jakiegokolwiek słowa.
— Ale nie jesteśmy sami — zaśmiała się zaczepnie.
Pochylił się do niej:
— Jeszcze nie — szepnął — a chcielibyśmy tego oboje. Prawda?
Podała się nieświadomie ku niemu i odpowiedziała:
— Tak.
— Kelner! Płacić! — zawołał.
— Już idziemy?... Tak ładnie gra orkiestra i właśnie zaczęli tańczyć...