Marychna zaśmiała się nieszczerze:

— Czy musimy koniecznie mówić o nim? Ja tak nie lubię mówić o innych.

— Chodź tutaj — powiedział krótko i wyciągnął do niej rękę.

Wziął ją na kolana, objął i rozwartą dłonią głaskał jej nogi. Tuliła się do niego i teraz już nie żałowała swego telefonu.

— Tak mi dobrze z tobą, ja za tobą tęskniłam — szeptała mu do ucha. — Tak bałam się, czyś ty o mnie nie zapomniał, czy nie znalazłeś innej, ładniejszej i rozumniejszej ode mnie.

— Zapewniam cię — zaśmiał się wesoło — że nie szukałem. W ostatnich czasach byłem zawalony pracą.

— Ja wiem — powiedziała Marychna.

— Co wiesz?

— Czytałam w gazetach.

Paweł podniósł brwi: