— Na mnie?...
— Tak.
— Kto cię wysłał?
— Oni. Moi czcigodni rodzice.
— Gadasz głupstwa — skrzywił się Paweł.
— Wydaje ci się to niemożliwością?
— Ale w jakim celu?
— Mam wydębić od ciebie jakiś dokumencik, zobowiązanie mego zacnego ojca czy coś podobnego. Okazałeś się nieczuły na jego prośby, na wzdychanie mamy, więc należy mieć nadzieję, że wzruszy cię moja boska piękność, że złakomisz się na moje uściski, no i że zapłacisz mi tym dokumentem.
Mówiła to zupełnie obojętnym głosem, ale jej oczy wyrażały tak bezbrzeżną pogardę, że ani przez chwilę nie mógł wziąć na serio tej potwornej oferty.
— Nito — powiedział — jesteś rozumną i porządną dziewczyną.