— Słuchaj, Dalcz — odezwał się wreszcie chrapliwy głos — to... to jest... łajdactwo, ty tego nie możesz zrobić!
— Ja wszystko mogę zrobić, mój drogi — łagodnie odpowiedział Paweł.
Znowu Willis umilkł. Oczywiście wiedział, że to nie były żarty.
— Więc dobrze — zdecydował się — dziś jeszcze jadę do Europy.
— O, nie, mój najdroższy — roześmiał się Paweł. — Podróż trwa pięć dni.
Willis wściekał się:
— Cóż, do stu diabłów, dla twojej przyjemności mam lecieć samolotem?
— Nie. Bardzo cenię twój widok, ale w tym wypadku mogę się, chociaż z żalem, bez niego obyć. Wystarczy, jeżeli Bank Morgana zadepeszuje mi, że wydałeś polecenie przelania pierwszej raty.
— Zwariowałeś, człowieku! To stracone pieniądze!
— Głupi jesteś. Czekam do piątej na telegram Morgana. Do widzenia. Ukłony dla małżonki.