— ...mnie zupełnie wystarcza. Moja droga, żenić się powinni tacy ludzie, jak ten twój narzeczony... Jakże mu tam?.. Murek. Cóż z nim? Jeszcze jest w Warszawie?

— Ach, nic mnie to nie obchodzi. Jest, zdaje się.

— Dostał jaką posadę?

Nira wzruszyła ramionami:

— Czy ja wiem?! Zdaje się, że wziął się do handlu.

— Do handlu? — zdziwił się Junoszyc. — Na tem to on nic nie zrobi. To cymbał.

Zapukano do drzwi. Numerowy oznajmił, że przyszedł jakiś pan i pyta o pana Junoszyca. Zgodnie z zastrzeżeniem, portjer powiedział, że nikt taki tu nie mieszka, ale ten pan pomimo to kazał „poszukać” i powiedzieć, że ma certyfikat.

Junoszyc zerwał się z kanapy i kazał natychmiast wprowadzić owego pana. Nira musiała stanąć przy oknie i odwrócić się do pokoju plecami. W szybie widziała odbicie małego eleganckiego jegomościa, który szybko wręczył Junoszycowi jakieś papiery. Zamienili przytem kilka krótkich zdań i interesant wyszedł.

Na twarzy Junoszyca nie znalazła żadnej zmiany. Stał i spokojnie przeglądał papiery.

— No — powiedział wreszcie — chociaż to się udało.