— Słowem, dokąd oczy, a raczej „Mercedes” poniesie.

— Samochodem! — ucieszyła się.

— I bez szofera. To teraz jest dobrze widziane. Sportowo i modnie. W razie gwoździa będziesz musiała pompować kichy.

— Ależ z rozkoszą!

— Nie napracujesz się — pocieszył ją. — Zagranicą wszędzie co kilka kilometrów są stacje obsługi samochodowej.

Nira cieszyła się, jak dziecko:

— Ty jesteś niezrównany, Koki! Boski, oszołamiający.

— Oczywiście, będziesz musiała wziąć urlop z biura. Płatnego nie dostaniesz, ale mniejsza o to.

— A na jak długo? — tuliła się doń Nira.

— Ba, tego ja sam nie potrafię określić. Dwa, trzy miesiące! Na jak długo starczy forsy. Mam jej sporo, ale nie myślę sobie oszczędzać. Pieniądze są od tego, by je puszczać.